Na początku lat siedemdziesiątych XX wieku narodził się w „Gazecie
Robotniczej” dziennikarz Aleksander Malak. I pisze on nadal, mimo że osoba o
takich personaliach w ogóle nie istnieje!
Nazwisko Malak wzięło się od pierwszych liter imion pięciorga młodych
wówczas reporterów „GR”, zwanych przez starszych redakcyjnych kolegów
hunwejbinami: Marka Rybczyńskiego, Andrzeja Bułata, Lidki Różyckiej, Adama
Kłykowa (to ja) i Krzysia Kucharskiego. Imię pożyczyliśmy od redaktora
Aleksandra Kubisiaka, który akurat był pierwszym czytelnikiem naszego
pierwszego wspólnego tekstu: reportażu z Kombinatu Górniczo-Hutniczego Miedzi w
Lubinie. Zjeżdżaliśmy tam na zmianę (codziennie ktoś inny) do podziemi kopalni
i opisywaliśmy pracę górników (produkcyjniak, nie da się ukryć). Gotowe odcinki
firmował każdorazowo ów Aleksander Malak.
Do dziś swe
felietony w „Gazecie Wrocławskiej” podpisuje tak Andrzej Bułat, jeden z naszego
miedziowego kwintetu.11.2007