Odpowiedziałem cokolwiek zbulwersowany, że
nie uprawiam w internecie żadnej działalności komercyjnej. W ogóle nie lajkuję
reklam. Moje imię i nazwisko promujące Citroena zaskakuje tym bardziej, że
kompletnie nie interesuję się motoryzacją. I nie chcę mieć – podobnie jak
dotychczas – samochodu.
Podziękowałem za cynk i czym prędzej
wszedłem na profil Citroena. Tam jednym kliknięciem wygasiłem swoje rzekome
„polubienie” strony.
Wniosek? Poproście znajomych, aby „wtrącali
się”, gdy zauważą wasze personalia przy reklamach. Bez zwrócenia mi uwagi przez
Pana Gieraczyńskiego byłbym nieświadom swego rzekomego popierania Citroena. Na
moim profilu bowiem to się nie wyświetlało!