Bliski
przedwczesnej śmierci byłem kilkakrotnie.
Szczególnie zapamiętałem 10.05.1967. Na wrocławskim Wzgórzu Partyzantów trwała
radosna żakinada. W pewnym momencie pod naporem tłumu załamała się kamienna
balustrada, spadając na ludzi stojących na schodach poniżej. Jedna osoba
zginęła, kilkadziesiąt zostało rannych. Na słynnym „zdjęciu roku” Stanisława
Kokurewicza, któremu udało się uwiecznić moment tej katastrofy, rozpoznałem
fragment swojej sylwetki: stałem o metr przed dziurą pod schodami, do której
wpadli ci najbardziej poszkodowani…
Mniej szczęścia miałem kilkanaście lat później, na rowerowej przejażdżce w
okolicach Jeleniej Góry. Na jednym ze spadzistych zakrętów wpadłem w poślizg na wysypanym na drogę żwirze i
wylądowałem w przydrożnym rowie. Ze złamanym obojczykiem trafiłem do szpitala
chorób narządów ruchu w Kamiennej Górze, gdzie przeszedłem operację i dłuższą
rekonwalescencję.
11.2007
11.2007