wtorek, 13 maja 2014

Stąd do wieczności

   Bliski przedwczesnej śmierci byłem kilkakrotnie.

   Szczególnie zapamiętałem 10.05.1967. Na wrocławskim Wzgórzu Partyzantów trwała radosna żakinada. W pewnym momencie pod naporem tłumu załamała się kamienna balustrada, spadając na ludzi stojących na schodach poniżej. Jedna osoba zginęła, kilkadziesiąt zostało rannych. Na słynnym „zdjęciu roku” Stanisława Kokurewicza, któremu udało się uwiecznić moment tej katastrofy, rozpoznałem fragment swojej sylwetki: stałem o metr przed dziurą pod schodami, do której wpadli ci najbardziej poszkodowani…

   Mniej szczęścia miałem kilkanaście lat później, na rowerowej przejażdżce w okolicach Jeleniej Góry. Na jednym ze spadzistych zakrętów wpadłem w poślizg na wysypanym na drogę żwirze i wylądowałem w przydrożnym rowie. Ze złamanym obojczykiem trafiłem do szpitala chorób narządów ruchu w Kamiennej Górze, gdzie przeszedłem operację i dłuższą rekonwalescencję.

11.2007