wtorek, 29 grudnia 2015

Wrocław bez fajerwerków

   – Wcale mi ich nie żal.

   – Mnie też.
   Komuż to ja z żoną w ogóle nie współczujemy? Amatorom sylwestrowo-noworocznych fajerwerków, którzy wystrzeliwują je bez zachowania należytej ostrożności. Głupota skutkuje obrażeniami ciała, w najszczęśliwszym razie poparzeniem. Nazywanie tego „rozrywką” nabiera podwójnego znaczenia (bo bywa, że podczas tej „zabawy” temu i owemu rozrywa to i owo). I jeszcze te przerażone hukiem zwierzęta domowe…
   Co napisawszy, nie mogę się powstrzymać od krytyki władz mojego miasta, które wznosząc hasło „Wrocław bez strzałów”, postanowiły zrezygnować z tradycyjnego pokazu ogni sztucznych o północy z 31 grudnia na 1 stycznia. Oczywiście pod pretekstem troski o pieski i kotki. Cały świat będzie iluminował niebo, tylko w Europejskiej Stolicy Kultury 2016 będzie na nim ciemno jak w dupie u Murzyna (sorry za niepoprawność obyczajowo-polityczną). Nie te fajerwerki szkodzą zwierzętom – i ludziom też – najbardziej!
 

niedziela, 27 grudnia 2015

Policjantów i kierowców kłopoty z procentami

   Oglądałem dziś - 27.12.2015 - przy kolacji obrazki telewizyjne z poświątecznych korków drogowych i trafiłem na ciekawe wypowiedzi policjantów.
   Jeden meldował, że w bieżącym roku ofiar śmiertelnych na Boże Narodzenie było o „blisko 100 procent mniej” niż w poprzednim. Z kontekstu wynikało, że liczba zabitych zmalała o prawie połowę.
   Drugi z kolei miał dobrą radę dla kierowców, którzy nie są pewni stanu swojej trzeźwości. Tacy powinni na widok posterunkowego zatrzymać się i poprosić o zbadanie alkomatem.
   Chłopcy radarowcy jak zwykle w znakomitej formie intelektualnej. Tylko pozazdrościć.

Pod palmą na bezludnej wyspie

   Obudziłem się w świąteczny dzionek we własnym mieszkaniu pod choinką i nie po raz pierwszy w życiu pokombinowałem sobie, jakie prezenty z kulturalnego dorobku ludzkości chciałbym znaleźć pod palmą na bezludnej wyspie.
  Z książek – „Przygody dobrego wojaka Szwejka” Jaroslawa Haska, czy „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego? Z filmów – „Rio Bravo” Howarda Hawksa, czy „Ziemię obiecaną” Andrzeja Wajdy? Z piosenek – „Shine on you crazy diamond” Pink Floydów, czy „Wymyśliłem ciebie” Andrzeja Zauchy?…
  Weź i się nie wygłupiaj! – zbeształem siebie po kilku minutach wobec mnogości alternatyw. Przecież od pewnego czasu nie masz żadnego problemu z wyborem. Wystarczy ci jeden prezent: laptop (tablet, smartfon – co kto woli) z internetem! Koniecznie bez politycznej i bożej :) cenzury.

piątek, 25 grudnia 2015

Dzieci Adama i Ewy, metryka Jezusa Chrystusa

   Zatelefonował wczoraj kolega dziennikarz z życzeniami imieninowymi dla Adama i Ewy, czyli dla mnie i żony. A przy okazji zaskoczył pytaniem, ile dzieci mieli biblijni protoplaści rodu ludzkiego.
   – Dwóch na pewno: Kaina i Abla – odpowiedziałem a vista.
   – To skąd my się wzięliśmy? – spuentował wątek.
  Sprawdziłem: z imienia znanych jest troje dzieci Adama i Ewy. Oprócz Kaina i Abla – jeszcze Set. Sami chłopcy! A gdzie dziewczyna? Spokojnie, nie było kazirodztwa. Wedle tradycji żydowskiej, pierwsza para damsko-męska na tym świecie miała mieć 55 potomków. Oprócz 33 synów, także 22 córki.
   Mnie frapuje niemal od dzieciństwa coś a propos dzisiejszego dnia.
   Mimo że data urodzenia Jezusa Chrystusa nie jest znana choćby w przybliżeniu (naukowe hipotezy różnią się nawet o całe lata!), to Boże Narodzenie świętujemy w Kościele rzymskokatolickim zawsze konkretnego dnia – 25 grudnia. Natomiast Wielkanoc obchodzimy corocznie w różnych terminach, mimo że data zmartwychwstania szerzej już wtedy identyfikowanego Syna Bożego powinna być znana nawet z dokładnością do kilku godzin.
  Wiem, że rozum i wiara nie muszą być kompatybilne. Żeby jednak ich niespójność wywoływała aż takie rozterki intelektualne…
   Oboje z żoną jesteśmy agnostykami, ale mamy syna, absolwenta zarówno studiów ekonomicznych, jak i teologicznych, znawcę Biblii, misjonarza Kościoła Chrześcijan Baptystów. Poproszony przeze mnie o racjonalne wytłumaczenie zagadkowej metryki Jezusa Chrystusa – Łukasz stwierdził, że w legendzie (takiego użył słowa) o Nim kierowanie się logiką to droga donikąd.
 

piątek, 18 grudnia 2015

Dwie szóstki na liczniku

   Na parę dni ukryłem na profilu fejsbukowym swoją datę urodzenia: 17.12.1949. Dziś odkrywam ją znowu.
   Uniknąłem tym samym całodobowego cyrku z przyjmowaniem bardziej lub mniej szczerych życzeń od rzeczywistych i li tylko wirtualnych znajomych. Co prawda siostra i siostrzenica niechcąco mnie wczoraj zdekonspirowały, ale szybciutko je „ocenzurowałem”. Na kim mi najbardziej zależy (na żonie i synu w pierwszej kolejności), ten pamiętał bez fejsbukowego przypominania - i dwóch szóstek na liczniku serdecznie pogratulował :)

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Jeszcze nie wie, że zostałem jego znajomym

   "Aleksander Choroszko​ chce dołączyć do grona Twoich znajomych na Facebooku” – zakomunikowano wczoraj w mejlu do mnie.
  Zwyczajowo sprawdziłem, kto zacz. Okazało się, że jest piłkarzem drużyny oldbojów Śląska Wrocław, który w kwietniu 2015, podczas jednego z meczów ligowych, doznał niedotlenienia mózgu, zapadł w śpiączkę i nie wybudził się z niej do dziś…
  Wygląda na to, że zaproszenie od Pana Choroszki przesłał ktoś w jego imieniu. Zapewne jeden z uczestników akcji „Budzimy Olka”, połączonej ze zbiórką pieniędzy na rehabilitację chorego.
   Zaproszeń przez pośredników z zasady nie przyjmuję, ale w tym przypadku zrobiłem wyjątek. I mam nadzieję spotkać się z Panem Aleksandrem, gdy wyzdrowieje.
 

piątek, 11 grudnia 2015

"Szukieł", odwróć tabelę i będziesz miał Śląsk na czele

   Romuald Szukielowicz​ już od pięciu dni przeżywa trzecią trenerską przygodę z macierzystym Śląskiem Wrocław, dziś – 11.12.2015 – zainauguruje swoją kolejną kadencję meczem u siebie z Górnikiem Łęczna, a ja mu, znajomemu, jeszcze nawet nie pogratulowałem. Uważam bowiem, że nie ma czego i kogo.
   Czarno widzę najbliższą przyszłość Szukiełowicza z rozregulowanymi grajkami ostatniej obecnie drużyny polskiej ekstrak(l)asy. Nie pomoże jego twarda ręka, choćby była na miarę siatkarskiego „Kata” Huberta Wagnera. Drugim Kazimierzem Górskim czy Antonim Piechniczkiem na krajową skalę raczej nie zostanie, bo… za inteligentny jest :)
  Jeśli jednak stanie się cud i „Szukieł” nie tylko uratuje Śląsk przed degradacją, lecz jeszcze załapie się z nim do bezpiecznej ósemki i tym wyczynem zasłynie*** w futbolowym światku – pierwszy pośpieszę do niego ze szczerą inwokacją: „Romualdzie, jesteś wielki!”.
   ***Imię Romuald wywodzi się od germańskiego słowa oznaczającego tego, który zdobył sławę dzięki swemu panowaniu.
 

czwartek, 10 grudnia 2015

Za stary na faraona był...

   Kolega dziennikarz Andrzej Jóźwik​ pokazał wczoraj (9.12.2015) na swoim profilu fejsbukowym Romana Wilhelmiego z castingu, na którym wybierano aktora do roli Ramzesa XIII w sfilmowanej w 1965 przez Jerzego Kawalerowicza powieści Bolesława Prusa „Faraon”. Sprawił, że natychmiast odżyły okruchy wspomnień.
   Pamiętam, że bodaj najpoważniejszym kontrkandydatem Jerzego Zelnika był wrocławski aktor Erwin Nowiaszek. Znałem go osobiście. Mieszkał przy ul. Włodkowica, w sąsiedztwie synagogi Pod Białym Bocianem, naprzeciwko hali sportowej Gwardii. W dzieciństwie dostawałem od niego butelki po alkoholu, za które miałem kasę na kino :)
   Nowiaszek rywalizację o rolę życia przegrał głównie z powodu wieku: miał już wtedy ponad 30 lat, Zelnik natomiast – niespełna 20. Fizycznie byli do siebie podobni, najbardziej różniła ich właśnie metryka.
   Gdy w 1974 poznałem przyszłą żonę, łodziankę Ewę, i kiedy jeszcze jako narzeczeni spotykaliśmy się we Wrocławiu, w pierwszej kolejności wybrałem się z nią do Teatru Laboratorium na „Apocalypsis cum figuris” Jerzego Grotowskiego i do Teatru Polskiego na sztukę Eugene Ionesco „Gra w zabijanego” w reżyserii Henryka Tomaszewskiego ze świetną pantomimiczną rolą Nowiaszka, grającego w tym spektaklu główną rolę Śmierci.
   Ku swojemu zaskoczeniu, znalazłem w internecie fotografie tego aktora ze zdjęć próbnych do „Faraona”.
 

środa, 9 grudnia 2015

Święto dziewic

   Z fejsbukowego profilu mojego starego – w realu – znajomego Zygmunta Korzeniewskiego dowiedziałem się właśnie, że dziś (9 grudnia) jest Światowy Dzień Dziewic.
   Fakt ten skojarzył się mi z pomnikiem Samsona walczącego z lwem przed siedzibą Urzędu Stanu Cywilnego we Wrocławiu. Legenda głosi, że ów król zwierząt zaryczy, gdy któraś z panien młodych, biorących tu ślub, okaże się cnotliwa. Jak dotychczas – milczy bestia jak zaklęta.
   Ja tam wierzę tylko w to, co niesprawdzalne. No, może z wyjątkiem niepokalanego poczęcia Jezusa Chrystusa przez Maryję i 72 hurys dla każdego męczennika za wiarę.
 

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Emerytura tramwajarska wyższa od generalskiej

   Henryka Krzywonos-Strycharska została wykreowana na legendę „Solidarności”, bo 15.08.1980, będąc motorniczą, ponoć zapoczątkowała strajk gdańskiej komunikacji miejskiej, zatrzymując kierowany przez siebie tramwaj w samym centrum miasta. Nieżyczliwi wspominają, że musiała to zrobić, bo ktoś (komunistyczna władza albo protestujący robotnicy) akurat wyłączył prąd, a bez niego ani rusz.
   Znajomi niejednokrotnie zarzucali Krzywonos pijaństwo, złodziejstwo i inne grzechy niegodne narodowej bohaterki. Puszczałem te złe opinie mimo uszu do dziś.
   Ostatnio Krzywonos po raz pierwszy – z rekomendacji Platformy Obywatelskiej – została posłanką. Jako taka musiała złożyć oświadczenie majątkowe. I zeznała w nim, że w roku 2014 z tytułu emerytury uzyskała przychód w wysokości 74.771 zł brutto. Czyli otrzymywała z ZUS-u 6.230 zł z groszami miesięcznie. Więcej niż dostawali za życia generałowie Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak!
   Pytana o swoją emeryturę przez „Super Express”, Krzywonos odpowiedziała: „Nie będę się nikomu tłumaczyć. Różne rzeczy się o mnie mówiło i mówi, a ja mam to wszystko w nosie. To moja prywatna sprawa”.
  Co o tym sądzić? PO ma jeszcze jeden problem.