Wtedy, w 1953, tego nie rozumiałem, ale zapamiętałem, jak ogromne wrażenie na
starszych Polakach zrobiła wiadomość o śmierci Józefa Stalina. Akurat byłem w
nieistniejącym już szpitalu chorób zakaźnych przy ul. Piwnej we Wrocławiu,
gdzie matka pracowała jako szwaczka i gdzie mogłem jeść darmowe obiady. Zarówno ona, jak i
jej koleżanki siedziały przy maszynach do szycia całe zapłakane. I zatrwożone,
że bez generalissimusa świat się może zawalić, a kto wie, czy nowa wojna nie
wybuchnie…
11.2007
11.2007