W którymś z primaaprilisowych numerów „Gazety Robotniczej” wydrukowałem
informację, jak to na jednej z ulic w Karpaczu owalne przedmioty obracają się
na przekór prawom fizyki. Puszczona w ruch piłka czy butelka toczy się nie w
dół, lecz pod górkę.
Mój 1-kwietniowy żart był o tyle przewrotny, że zawierał informację jak
najbardziej prawdziwą! Po prostu specyficzna konfiguracja podkarkonoskiego
terenu sprawia, że w niektórych miejscach ludzki wzrok ulega tam złudzeniu
optycznemu - widzimy co innego niż jest w rzeczywistości.
Nieomal jak w starym kawale politycznym: mówimy „partia”, myślimy „Lenin”,
myślimy „Lenin”, mówimy „partia” - i tak co innego mówimy, a co
innego myślimy…
11.2007
11.2007