sobota, 27 czerwca 2015

Program Kukiza: JOW po dwakroć

   Widziałem gdzieś taki żart z Kukiza: - Panie Pawle, jaki jest pana program wyborczy? - Sam chciałbym go poznać!

   A na poważnie: Kukiz ma rację, że program partii (jakiejkolwiek) to „największe oszustwo wyborcze”.

   Kukiz nie ma jednak racji, że do zmiany systemu (ustroju) politycznego wystarczy mu program pożyczony od Józefa Piłsudskiego: „Gonić k… i złodziei”.

   Póki co, Kukiz swój program ogranicza do skrótowca „JOW”, który może oznaczać zarówno „jednomandatowe okręgi wyborcze”, jak i „j…ć obecną władzę”.

   Tylko czy to jest panaceum  na całe zło III RP?

Kiedy znajomi bywają nieproszonymi gośćmi

   Jest coś, co po kilkumiesięcznej aktywności na fejsbuku nie podoba mi się tu szczególnie. Tym czymś jest możliwość publikowania na moim profilu tekstów i ilustracji przez osoby z listy znajomych (często będące nimi tylko wirtualnie) bez mojej wiedzy i zgody.

   Jako wróg cenzury – nie mam nic przeciwko, jeśli takie wrzutki są jednorazowe. Niestety, dotychczas już trzy osoby dopuściły się recydywy: wklejały identyczne treści co najmniej dwukrotnie.

   Powtórkę pierwszego z nieproszonych gości skasowałem bez ostrzeżenia, czym naraziłem się na jego niezadowolenie. Dwoje następnych najpierw poprosiłem o nienadużywanie mojej uprzejmości i ci migiem usunęli swoje klony sami.

   Dziękując z góry za zrozumienie – zapewniam całą trójkę, że popieram ich walkę z wymiarem niesprawiedliwości. Proszę tylko, by nie robili ze swoich spraw lejtmotywu na moim fejsbukowym okienku!

Nie skorzystałem z "okazji"

   Jak już wspominałem, nikogo nie proszę o dodanie mnie do swoich znajomych na fejsbuku i zarazem nikomu z proszących nie odmawiam dołączenia go do moich znajomych. Tak też było w przypadku niejakiego Philipa Leonarda Doughty’ego, który na własnym profilu ujawnia tylko twarz (zakładam, że osobistą) i datę urodzin (13 sierpnia 1953) – ukrywając natomiast nawet miejsce zamieszkania.

   Wnet po automatycznym przyjęciu Doughty’ego do grona znajomych, otrzymałem od niego za pośrednictwem czatu tekścik o treści: „Hello friend, I have a project to share with you regarding to your personal last name. Is about fund deposited in my bank by a client who has the same last name as you hence. Reply back with your email address so that i can communicate with you privately, Thanks”.

   Dżentelmen ten najwyraźniej chciał robić ze mną jakiś bankowy interes. Ludzie, czy ja na zdjęciu powyżej wyglądam na biznesmana albo przynajmniej na idiotę?!

   Zamiast odpowiedzi na ofertę, czym prędzej – po raz pierwszy – wykasowałem kogoś z listy fejsbukowych znajomych. Taki ze mnie niewdzięcznik…

wtorek, 16 czerwca 2015

Guglarka o dniu moich urodzin

   Wpisałem dziś (16.06.2015) do internetowej wyszukiwarki datę swoich urodzin – 17.12.1949. Czegóż się dowiedziałem?

   W ten sobotni (dlaczego Mama wspominała, że to była niedziela?) dzień przed prawie 66 laty na świecie urodziło się ok. 307 tys. dzieci, m.in. żyjący do dziś brytyjski rockman Paul Rodgers (Free, Bad Company, Queen) i zmarły w 2013 sportowiec Jerzy Wyrobek (reprezentant Polski w piłce nożnej, trener). Zostałem poczęty najprawdopodobniej 26 marca (nic mi nie wiadomo, abym był wcześniakiem).

    Z ciekawostek: Przeżyłem dotychczas 23.922 dni. Serce biło mi już 2 bln 411 mld 3 mln razy. A gdybym w ogóle nie ścinał włosów, miałyby one 8,37 m długości.

   Ponadto w wirtualnym kalendarzu na kartce z 17.12.1949 znalazłem ciekawy „cytat dnia”, autorstwa amerykańskiego pisarza Roberta Ansona Heinleina: „Kobiety i koty zawsze robią co chcą, więc mężczyźni i psy niech się z tym pogodzą”.

niedziela, 14 czerwca 2015

Komisarz Niesiołowski, czyli nominacja z kluczem

   Każda zmiana ministra drogo (odprawy) podatników (Panią, Pana, mnie, wszystkich obywateli) kosztuje. Aby choć trochę zaoszczędzić publicznego grosza, zamiast trzech zdymisjonowanych przez premier Ewę Kopacz szefów resortów zdrowia, sportu i skarbu państwa (Bartosza Arłukowicza, Andrzeja Biernata i Włodzimierza Karpińskiego) – w ich miejsce na cztery ostatnie miesiące rządów Platformy Obywatelskiej proponuję powołać jednego komisarza. Idealnym (znaczy: potrafiącym kompromitować swoją partię jak nikt inny z jej prominentów) kandydatem jest poseł Stefan Niesiołowski. Łącząc funkcje, w ramach własnych kompetencji sam mógłby też zainicjować sportowe biegi po zdrowie na trasach między psychuszkami a szczawowiskami, naszymi jeszcze niewyprzedanymi za bezcen skarbami państwa.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Samotność człowieka w tłumie ludzi

   Zwróciliście uwagę, jak często osoby, które znają i kochają miliony ludzi na świecie, skarżą się na swoją samotność? To dla mnie jeden z największych paradoksów „globalnej wioski”, w której komunikację interpersonalną ułatwia wszędobylski internet.

   Co zauważywszy, przypomniałem sobie przepiękną piosenkę o samotności w tłumie właśnie. Panie, panowie  - „Hey you!” Pink Floydów…

piątek, 5 czerwca 2015

Znajomy znajomemu nierówny, czyli c'est la vie (fejsbukowe)!

    Jeden z moich kolegów jeszcze z lat chłopięcych napisał na swoim fejsbukowym profilu, że ma na nim 114 znajomych (w tym – dodam – dziewięciu wspólnych), a tylko dwóch spełniło jego prostą (wystarczyło kliknąć „udostępnij”) prośbę o powielenie ogłoszenia o sprzedaży elektrycznego skutera inwalidzkiego w celu pozyskania pieniędzy na operację. Rozczarowany tak nikłym odzewem, strawestował puentę bajki Ignacego Krasickiego „Przyjaciele”.

   Rozumiem rozgoryczenie kolegi, ale znajomym się nie dziwię. Widocznie wolą udawać, że na profil proszącego w ogóle nie zaglądają.

   Z tymi fejsbukowymi „znajomymi” to zresztą często zwyczajna ściema. Ja np. otworzyłem okienko z nimi dopiero 11.03.2015, gdy w kolejce do „potwierdzenia” było równo 30 proszących (niektórzy czekali prawie pięć lat). Do dziś, w ciągu niespełna trzech miesięcy, dołączyło 33 kolejnych. Przy czym nadal trzymam się zasady: nikogo sam nie zapraszam, ale też nikomu nie odmawiam.

   Pamiętam, że pierwszego nieznanego mi kandydata na znajomego – Roberta Romana Romanowicza – zapytałem, skąd my się znamy. Odpowiedział, że był czytelnikiem moich publikacji dziennikarskich. Potwierdziłem naszą znajomość. Wkrótce jednak RRR sam, jako dotychczas jedyny, wykasował się z mojego profilu.

   Przestałem więc głupio pytać i odtąd potwierdzam znajomość z każdym, kto się zgłosi. Policzyłem: spośród 63 osób na aktualnej liście, nie znam lub nie kojarzę co najmniej 24…

środa, 3 czerwca 2015

O krok od zmachu Macierewicza na Sikorskiego

   Samolot z marszałkiem Sejmu Radosławem Sikorskim na pokładzie był dziś – 3.06.2015 – ponoć o włos (z głowy Antoniego Macierewicza) od katastrofy. Co by było, gdyby (ach, jak my lubimy sobie pogdybać!) druga osoba w III RP zginęła?

   Z pewnością prorządowe me(n)dia wyeksponowałyby fakt, że z lotu z Sikorskim, bodaj największym politycznym wrogiem Prawa i Sprawiedliwości, w ostatniej chwili zrezygnował PiS-owski wicemarszałek Sejmu Marek Kuchciński. Natomiast spośród (p)osłów Platformy Obywatelskiej niezwłocznie powstałby zespół z jakimś klonem Macierewicza na czele, w celu udowodnienia zamachu z inspiracji Jarosława Kaczyńskiego…

   Żeby nie było nieporozumień: pisze to ktoś, kto ma w du…żym poważaniu i pomuchów, i pisiorów, i samego Sikorskiego, któremu wedle najnowszego sondażu opinii publicznej ufa 18 proc. Polaków, a nie ufa – 51 proc. Druga z tych liczb jest dla mnie wskaźnikiem ludzi rozumnych, pierwsza zaś – odsetkiem półgłówków w społeczeństwie.