Ja tu o wielkim świecie, ale tak naprawdę za granicą bywałem rzadko.
Najczęściej w niegdysiejszej Niemieckiej Republice Demokratycznej. Przeważnie
na zakupach w Goerlitz, sąsiadującym ze Zgorzelcem. Kilka razy bawiłem w
Dreźnie (m.in. na balu na wewnętrznym dziedzińcu Zwingera) - w ramach
współpracy „Gazety Robotniczej” z „Saechsische Zeitung”. Zaliczyłem też Berlin
już po zburzeniu muru.
Interesująca była moja podróż na Węgry, do Budapesztu i Balatonfoldvor nad - jak się można domyślić - Balatonem. Pojechałem tam jako pilot wycieczki
„Juventuru”, młodzieżowego biura turystycznego.
Jeszcze zapamiętałem pobyt na turnieju szachowym w czeskich Pardubicach oraz
wspomniane już wyprawy do Leningradu, Homla, Jass, Tyraspola - i to, zdaje
się, tyle.
Bo podróże jakoś mnie nie kręcą, zwłaszcza że ja w językach obcych ani be, ani
me, ani kukuryku. Zdecydowanie jestem domatorem, a moimi oknami na świat są
telewizor i komputer.
11.2007
11.2007