czwartek, 19 maja 2016

Reklamowa chamówa

   „Przepraszam Panie Adamie, że się wtrącam…” – zaczął taktownie przed kilkunastoma minutami na privie Pan Roman Gieraczyński. Po czym poinformował, że gdy otwiera swój profil fejsbukowy, wita go sponsorowana reklama firmy samochodowej. Z informacją na wstępie: „Adam Kłykow lubi: Citroen”. „Tak ma być?” – pyta mój znajomy.

   Odpowiedziałem cokolwiek zbulwersowany, że nie uprawiam w internecie żadnej działalności komercyjnej. W ogóle nie lajkuję reklam. Moje imię i nazwisko promujące Citroena zaskakuje tym bardziej, że kompletnie nie interesuję się motoryzacją. I nie chcę mieć – podobnie jak dotychczas – samochodu.

   Podziękowałem za cynk i czym prędzej wszedłem na profil Citroena. Tam jednym kliknięciem wygasiłem swoje rzekome „polubienie” strony.

   Wniosek? Poproście znajomych, aby „wtrącali się”, gdy zauważą wasze personalia przy reklamach. Bez zwrócenia mi uwagi przez Pana Gieraczyńskiego byłbym nieświadom swego rzekomego popierania Citroena. Na moim profilu bowiem to się nie wyświetlało!

czwartek, 12 maja 2016

Dziesięć adresów zamieszkania

   Kto mieszkał pod tylu adresami, co ja? Zaraz po urodzeniu 17.12.1949 dokwaterowałem się na trzeciego – do rodziców Haliny i Aleksego – lokatora mieszkania w kamienicy przy ulicy Kaszubskiej we Wrocławiu, w sąsiedztwie elektrociepłowni. Po rozwodzie z ojcem, mama wędrowała wraz ze mną po lokalach tymczasowych w tymże mieście. Byłem zameldowany przy placu Staszica koło Dworca PKP Nadodrze, przy ulicach: Partynickiej w pobliżu toru wyścigów konnych, Świeradowskiej na Gaju i Parafialnej na Wojszycach oraz przy alei Słowackiego obok mostu Grunwaldzkiego. Potem, już z żoną Ewą i wkrótce również z synem Łukaszem, były kolejno: Ku Wiatrakom na Wyżynach w Bydgoszczy, Florecistów na Retkini w Łodzi i Wita Stwosza na Orlim w Jeleniej Górze-Cieplicach. Aż wreszcie wylądowałem na dłużej – na razie na 28 lat – przy bulwarze Ikara na Kosmonautów w moim Wroclove. W sumie 10 adresów! Sporo…

poniedziałek, 9 maja 2016

Manipulowanie frekwencją

   Trzeci dzień trwa spór o frekwencję sobotniego – 7.05.2016 – marszu Komitetu Obrony Demokracji i opozycji przeciwko „dyktaturze” Prawa i Sprawiedliwości. Demonstrowało aż 240 tys. osób (jak policzyli samorządowcy z Platformy Obywatelskiej, urzędujący w warszawskim ratuszu), czy tylko 45 tys. (jak uważa policja, zawsze trzymająca z aktualną władzą państwową)? Ja uważam, że kłamią jedni (ci zawyżający frekwencję) i drudzy (ci ją zaniżający). Obywatelu, nie bądź pożytecznym idiotą i nie daj się manipulować polityczno-medialnym oszustom z prawa, lewa i środka.

piątek, 6 maja 2016

Ten zabójczy dedlajn

   Decyzja Wojtka Koerbera o pożegnaniu się z „Gazetą Wrocławską” przypomniała mi moją pracę w tejże redakcji. Zwłaszcza ten niemal codzienny, niezdrowy stres pod presją dedlajnu. Choć lubiłem rzeźbić w literkach od dzieciństwa, z czasem zawodowe pismaczenie sprawiało mi coraz mniej przyjemności. Radość komponowania tekstów powróciła dopiero na emeryturze. Odtąd znów piszę, kiedy chcę, co chcę i dla kogo chcę. I nie narzekam na nieadekwatną do roboty płacę, dzięki ZUS-owi bowiem stać mnie nawet na dziennikarski wolontariat.

   Koerber na taką wolność tworzenia jeszcze musi trochę popracować. Nie wątpię jednak, że wyzwalając się z dotychczasowego redakcyjnego reżimu da sobie radę i jeszcze nieraz będę miał okazję pogratulować mu osiągnięć.


czwartek, 5 maja 2016

Wojtek Koerber żegna się z "Gazetą Wrocławską"

   W „Gazecie Wrocławskiej” spędził niemal połowę ze swego 38-letniego życia. Przez większość czasu pracy w tej redakcji kierował działem sportowym. Co poniedziałek zaczynałem lekturę dziennika od jego poczytnych felietonów „Po bandzie”. Ostatnio było o nim głośno w Polsce jako współautorze – razem z zawodnikiem i trenerem żużlowym Markiem Cieślakiem – książki pt. „Pół wieku na czarno”.

   Właśnie dowiedziałem się, że Wojtek Koerber postanowił z „Gazety Wrocławskiej” odejść. Uznał, że ma dość…

środa, 4 maja 2016

Eurokraci dają nam wybór: azylant albo kara

   Szczyt politycznej paranoi: Komisja Europejska zaproponowała swoim członkom, Polsce oczywiście też, aby za każdego nieugoszczonego uchodźcę dany kraj płacił karę finansową w wysokości 250 tysięcy euro, czyli ponad milion złotych. Największego poparcia temu pomysłowi udzielają Niemcy, których kanclerz Angela Merkel cały ten – wymykający się spod rozsądnej kontroli – kryzys migracyjny spowodowała.