Moje pismo „do Obywatela Jerzego Gołaczyńskiego, posła na Sejm PRL,
wicewojewody jeleniogórskiego” ma datę 5.01.1982 i następującą treść:
„Protestuję
przeciwko metodzie „załatwiania” dziennikarza przez nieznaną mi osobę, która
doniosła jednemu z pracowników Służby Bezpieczeństwa (stamtąd otrzymałem tę
wiadomość), że w sprawach reglamentacji żywności co innego pisałem przez 13
grudnia, a co innego po wprowadzeniu stanu wojennego.
Oświadczam,
że jest to próba ukrycia przez władze handlowe własnej nieudolności i zarazem
kłamstwo łatwe do udowodnienia.
Załączam
pełne teksty informacji pt. „Samowola urzędników?” z „Gazety Robotniczej” z 16
listopada 1981 roku (o porównanie z nią donosicielowi chodziło) i pt. „Jeszcze
jeden niewypał handlowy” z „GR” z 4 stycznia 1982 roku.
Teksty
te mają łatwą do odczytania myśl przewodnią i jednoznaczny wniosek: musimy
przestrzegać centralnych zarządzeń obowiązujących całą Polskę - nawet
jeśli są dyskusyjne w treści. Gdzież tu więc niekonsekwencja?”.
Co
prawda zajmie to trochę więcej miejsca, ale pozwolę sobie tu zacytować obie
wspomniane publikacje. Starszym czytelnikom - ku przypomnieniu „kartkowych”
realiów stanu wojennego, młodszym - ku nauce.
Samowola
urzędników?
Najpierw
fragment komunikatu Polskiej Agencji Prasowej sprzed kilku dni. Zawierał
wyjaśnienie Ministerstwa Handlu Wewnętrznego i Usług, że w całym kraju
obowiązują jednolite zamienniki: za pół litra alkoholu - jedna paczka kawy
lub pół kilograma cukierków czekoladowych, a za 12 paczek papierosów - 40
dekagramów cukierków zwykłych lub tyleż wyrobów czekoladowych. „Wszystkie inne
decyzje władz lokalnych - czytaliśmy czarno na białym - są nieważne i
powinny być niezwłocznie dostosowane do zasad ogólnopolskich”.
A
teraz jeleniogórska rzeczywistość. Otóż miejscowe sklepy nadal praktykują
następujące zamienniki: za pół litra alkoholu - 40 dkg wyrobów
czekoladowych lub 60 dkg cukierków zwykłych, a za 12 paczek papierosów -
75 dkg cukierków zwykłych i ani grama wyrobów czekoladowych.
Oto
jeszcze jeden przykład na potwierdzenie tezy, że centrala sobie, a teren sobie.
Może między innymi dlatego mamy taki porządek, jaki mamy?
W
konkretnej opisywanej sprawie jeleniogórzanie niepijący i niepalący zyskują co
prawda na cukierkach zwykłych, tracą jednak wyraźnie na wyrobach czekoladowych
i kawie. Niesprawiedliwość oczywista dla wszystkich, może z wyjątkiem
uprawiających samowolę urzędników z Wydziału Handlu i Usług Urzędu
Wojewódzkiego.
Jeszcze
jeden niewypał handlowy
Zgodnie
z centralnymi zarządzeniami, niektóre artykuły spożywcze, dotąd w Jeleniej
Górze reglamentowane, można tu od stycznia kupować bez kartek. Dotyczy to
prawie wszystkich - z wyjątkiem masła - tłuszczy (margaryny, smalcu,
oleju, słoniny) oraz kawy naturalnej, kakao i pieczywa cukierniczego.
Duże
było zaskoczenie klientów, gdy 2 stycznia rano w wielu jeleniogórskich sklepach
spożywczych odmawiano im sprzedaży wymienionych towarów. Reporter „GR” ma
konkretne dowody w postaci pisemnych oświadczeń sprzedawczyń dwóch placówek
handlowych w osiedlu Orle oraz u zbiegu ulic Wojska Polskiego i Matejki w
bezpośrednim sąsiedztwie… Wydziału Handlu i Usług Urzędu Wojewódzkiego, że nie
otrzymały w terminie żadnego zezwolenia od zwierzchników i nie mogły w związku
z tym decydować na własne ryzyko.
Próbowałem
uzyskać jakieś wyjaśnienia i ustalić, kto zawinił. Byłem w Wydziale Handlu i
Usług UW oraz w obu jeleniogórskich dyrekcjach „Społem” - wojewódzkiej i
miejskiej. Dowiedziałem się tylko tyle, że ekspedientki o sprzedaży niektórych
artykułów żywnościowych bez kartek powinny już wiedzieć. Na moje pytanie:
„Dlaczego więc nie wiedziały?”, nikt nie potrafił rozsądnie odpowiedzieć.
Na
marginesie: nastrój w odwiedzanych przeze mnie w sobotę urzędach był raczej
świąteczny i beztroski, a moi rozmówcy jakby zadowoleni z siebie i spełnionych
obowiązków. Tak więc rok 1982 jeleniogórskie władze handlowe rozpoczęły od kpin
ze zdezorientowanych klientów…
Przy
okazji jeszcze jedna sprawa. Przysłuchiwałem się opiniom klientów i niemal
wszyscy byli zgodni, że wycofywanie z reglamentacji tłuszczy, kawy, kakao i
ciastek to niewypał. Cieszą się z takiej decyzji tylko etatowi „stacze”.
Same
sprzedawczynie są za utrzymaniem rozszerzonej reglamentacji: - Na towary bez
kartek polują ciągle te same babcie i ich wnuczkowie, potrafiący zaliczyć
kolejkę po kilka razy przy jednej dostawie. Jak im się zwraca uwagę, to
najbardziej kulturalne są odzywki w stylu: „Co to kogo obchodzi?”.
03.2008