niedziela, 30 sierpnia 2015

Scyzoryk i żulia

   To już pewne: w Kielcach w najbliższych wyborach parlamentarnych 25.10.2015 o mandat poselski pojedynkować się będą Piotr Marzec (Ruch Pawła Kukiza) z Grzegorzem Schetyną (Platforma Obywatelska). Czyli „Scyzoryk” (raper Liroy o sobie) z przedstawicielem „żulii lwowskiej” (Radosław Sikorski o wrocławianinie – obecnym ministrze spraw zagranicznych).

    Wystawiając Marca przeciw Schetynie, Kukiz zrobił obu swoim starym kumplom (z szefem MSZ koleguje się od dawna; obaj pochodzą z Opolszczyzny i są obecnie zameldowani we Wrocławiu) niezły dowcip. Kto kogo zwycięży stosunkiem głosów?

   Faworytem wydaje się być tubylec Liroy. Wszak w swoim sztandarowym hicie „Scyzoryk” śpiewa (?) m.in., że pochodzi z Kielc, miasta pełnego „żuli”, które „jest jak czynny, kurwa, wulkan, i coś w sobie, kurwa, ma”. „Nie ma drugiej takiej nory, więc dlatego kocham” – deklaruje. I zaznacza, że „jeśli w to nie wierzysz, to wypierdalaj!”.

   Jednak spadochroniarz Schetyna nie na darmo dorobił się ksywy „Ja cię zniszczę”. Niestraszne mu rapowanie Liroya: „Będziesz szukał dymów, przyjedziesz do Kielc, to musisz, niestety, wiedzieć o tym, że każdy nosi kosę w kieszeni; spróbuj kogoś zdenerwować, to cię nią ożeni (…) Tak to bywa, jak nie jesteś u siebie”.

   W razie czego, Schetyna może wezwać Marca na tzw. ustawkę. Wrocławianinowi pomogliby zapewne kibole Śląska, którzy skutecznie odstraszają nie tylko mnie od chodzenia na mecze piłkarskiej ekstraligi. Schetyna ich się nie boi. Inna sprawa, że też bym nie pękał, gdybym jak on, zasiadał na szczególnie chronionej trybunie dla vipów.

piątek, 28 sierpnia 2015

Tak, jestem trollem. Propolskim

   Proponuję utworzyć w III RP punkty przyjęć ofert od obywateli chcących ugościć na swój koszt nie tylko repatriantów (osobiście jestem za), lecz również innych imigrantów (jestem przeciw).
   Tacy niezapraszani tu przybysze powinni być obligatoryjnie przydzielani – bez kolejki, w nagrodę – pod opiekę tym politykom czy dziennikarzom, którzy publicznie leją krokodyle łzy nad losem cudzoziemców i troszczą się o nich (słowami, nie czynami) bardziej niż o rodaków żyjących w swoim kraju w niezawinionej przez siebie biedzie i niemogących liczyć na równie hojną pomoc własnego państwa.

Jestem lewackim trollem :)

   Powszechnie znana posłanka Prawa I Sprawiedliwości, profesor Krystyna Pawłowicz chce zrewolucjonizować język polski.

   "Wziąść" jest poprawne, lewackie trolle! - pouczyła publicznie wszystkich lingwistycznych ortodoksów, z trójkowiczami z podstawówek na czele.

środa, 26 sierpnia 2015

Nie umierać za Ukrainę

   Nie rozumiem szkodliwej, rozmijającej się z opinią większości społeczeństwa (dlaczego nie ma na ten temat sondażu z zerojedynkowym pytaniem?), polityki władz III RP - i rządu Ewy Kopacz, i prezydenta Andrzeja Dudy - wobec lekceważącej nas Ukrainy. Powtarzam (mam żonę za świadka) od początku konfliktu krymsko-donbaskiego, że Ukraińcy prędzej czy później jakoś się z Rosjanami pogodzą, po czym stwierdzą wspólnie, że w ogóle nie byłoby między nimi wojny, gdyby nie… wtranżalający się między wódkę i zakąskę Polaczki!

   My pierwsi na świecie uznaliśmy ich niepodległość, oni w swoim parlamencie - akurat w dniu, w którym gościł tam prezydent Komorowski - beatyfikowali (a nawet kanonizowali) banderowców. To symbolizuje wzajemnie korzystne stosunki polsko-ukraińskie.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Pocałujcie mnie, hipokryci!

   „Ja już wymiotuję tymi przykładami moralności Kalego” – zareagowałem dziś spontanicznie, gdy  jeden z moich fejsbukowych znajomych zasugerował w esemesie, bym napisał coś o hipokryzji Platformy Obywatelskiej, która trwoniąc miliony z kasy publicznej, wypomina jakieś grosze obecnemu prezydentowi państwa Andrzejowi Dudzie. Ten bowiem, będąc posłem Prawa i Sprawiedliwości, też wykorzystywał pieniądze podatników, na finansowanie swoich podróży z rodzinnego Krakowa do Nowego Tomyśla pod Poznaniem, gdzie dorabiał wykładami na prywatnej uczelni.

   Obserwując owe żenujące przepychanki, mam ochotę zachować się jak aktor Bronisław Pawlik, występujący  w PRL-owskiej telewizji w dobranockowym „Misiu z okienka”. Pewnego razu, po opowiedzeniu kolejnej bajki, myśląc, że mikrofony są już wyłączone, wyrecytował zdanko: „A teraz, kochane dzieci, pocałujcie mnie w dupę!”.

środa, 12 sierpnia 2015

Felietonowy diament

   Marnuje się chłopak w „Gazecie Wrocławskiej” – myślę sobie, gdy czytam felietony Wojciecha Koerbera (na zdjęciu) w rubryce „Po bandzie”. To teraźniejszy dziennikarski diament z własnym, niezwykle barwnym charakterem pisma. Formalnie szefuje działowi sportowemu. W praktyce jest autorem świetnych publikacji o tematyce obyczajowo-politycznej.

   Pod ostatnim – z datą 10.08.2015 – dziełkiem Koerbera pt. „Skaczemy na kasę i dorabiamy ideologię” wklepałem w internecie, jako „Adam K., były starszy kolega redakcyjny”, temat: „Niech będzie pochwalony W.K.” i komentarz: „W taki upał taki tekst! "Shine on you crazy diamond"…”, co miało się oczywiście kojarzyć z tytułem hitu Pink Floydów. W odzewie zobaczyłem: „Pozdrowienia, Panie Adamie, pamiętamy!”.

P   amiętam i ja… Zwłaszcza czasy, gdy w „Gazecie Wrocławskiej” poczytnych felietonistów było przynajmniej kilku. Dziś nie ma już w niej nie tylko zmarłych (np. Wiesława Wodeckiego), lecz i wciąż żyjących (m.in. Andrzeja Górnego i Zdzisława Smektały). Jest za to nadurodzaj dziennikarzy bez wyrazu.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

W "Słowie Polskim" będzie rubryka szachowa

   Mój syn Łukasz potrafi profesjonalnie pisać, ale na szczęście nie zainteresował się dziennikarstwem zawodowo. Ponieważ jednak koledzy z odrodzonego „Słowa Polskiego” zaproponowali mi reaktywację rubryki szachowej, którą redagowałem w innym niegdysiejszym dzienniku wrocławskim – „Gazecie Robotniczej”, namówiłem swego jedynaka na zastąpienia tatuśka, bo po pierwsze: gra on zdecydowanie lepiej ode mnie, a po drugie: jest bardziej na bieżąco z wydarzeniami w tym światku.

Moje motto dnia: bądź młody na starość i bogaty w biedzie

   „A co zdanie, to odkrycie” - śpiewał kiedyś Jan Pietrzak w piosence „Dlatego kocham życie” pod adresem różnych aparatczyków, głoszących truizmy niczym prawdy objawione. Tak mi się jakoś skojarzyło podczas lektury rubryki „Moje motto dnia” na fejsbukowym profilu jednego z sympatycznych znajomych ze służbowych kontaktów dziennikarskich, znanego działacza polskiej lewicy.

   Najnowsze dewizy życiowe tegoż polityka brzmią następująco (cytuję wiernie):

   „Bogactwem człowieka są: jego wola walki o lepszą przyszłość, jego mądrość, jego tolerancja, jego wrażliwość, jego wyzbycie się egoizmu i wszystko co jest w nim piękne. Dzisiaj wybierz sobie coś z katalogu "jego" a zobaczysz jaki jesteś bogaty”.

   „Młodość nie zależy od tego ile masz lat tylko od tego ile masz w sobie życiowej witalności, potrzeby bycia użytecznym i ile masz optymizmu. Dzisiaj bądź szalonym optymistą...”.

   Pierwsza ze złotych (i oszczędnych w przecinkach) myśli zebrała 27 lajków, druga – 32. Na ogólną liczbę 3180 znajomych.

   Chyba sam zacznę dzielić się z ludzkością podobnymi mądrościami, w celu napompowania statystyk osobistych. Mam co prawda tylko 74 znajomych (wyłącznie takich, którzy chcieli nimi być z inicjatywy własnej), ale przynajmniej na jedno „lubię to” mogę liczyć (co proporcjonalnie przebije popularność autora „Mojego motta dnia”!).

   Ponieważ upał nie sprzyja wenie, ograniczę się do wykorzystania zdań zacytowanych wyżej i obwieszczę wszem wobec:

   Lepiej był młodym i bogatym niż starym i biednym. Bądź młodym na starość i bogatym w biedzie.
 

środa, 5 sierpnia 2015

Ja o sobie w odrodzonym "Słowie Polskim"

   Przyjąłem dziś (5.08.2015) propozycję szefa odrodzonego „Słowa Polskiego” – Lesława Millera i przystąpiłem do zespołu redakcyjnego tej reaktywowanej gazety. Na początek spełniłem prośbę o fotograficzny autoportrecik i notkę biograficzną o sobie w ściśle ograniczonych rozmiarach.  

   Przedstawiłem siebie tak:

   Adam Kłykow to rodowity (od 17.12.1949) wrocławianin. Politolog z wykształcenia. Pracował kolejno jako ślusarz w gazowni i zecer w drukarni, a od 17. roku życia - dziennikarz w redakcjach dolnośląskich i bydgoskich. W PRL-u reporter i recenzent kulturalny, w III RP publicysta i felietonista społeczno-polityczny. Obecnie emeryt, autor „Bloga pismaka” i „Bloga weredyka”. Hobby: komputer, szachy oraz zwalczanie antyobywatelskich i bezprawnych działań funkcjonariuszy publicznych. Apartyjny lewicowiec. Pacyfista. Agnostyk. Domator. Mąż Ewy, ojciec Łukasza.

sobota, 1 sierpnia 2015

Polak im trzeźwiejszy, tym gniewniejszy?

   Zastanawiające postscriptum pod felietonem Jana Kowalskiego "Na zdrowie!" w lipcowym numerze wrocławskiego "Słowa Polskiego" przeczytałem.

   "Badając statystyki, odkryłem coś niepokojącego w historii Polski były trzy lata, kiedy spożycie alkoholu nagle spadało, nawet o połowę, osiągając prawie identyczne wskaźniki. To [pamiętny rok 1981, zakończony stanem wojennym, 1989 - ostatni rok zniewolenia, i właśnie teraz...".

   Gdybym to ja napisał - zamiast "niepokojącego", dałbym "optymistycznego"!