czwartek, 22 maja 2014

Ręczna robota

   Czy można sobie wyobrazić dziennikarza, który jeszcze w latach siedemdziesiątych XX wieku, w epoce przedkomputerowej, nie potrafił wystukiwać swoich tekstów na maszynie do pisania? Znałem takiego - był nim Tadeusz Żołnierowicz z bydgoskiego „Dziennika Wieczornego”.

   A czy można sobie wyobrazić dziennikarza, który jeszcze w połowie pierwszej dekady XXI wieku nie posługiwał się komputerem? Stanisław Szelc na przykład. Znany wrocławski satyryk z kabaretu „Elita” i radiowego „Studia 202″ felietony do swojej autorskiej rubryki „Jest w dechę!” w tygodniku „Panorama Dolnośląska” tworzył na jakiejś sfatygowanej - sądząc po czcionkach - maszynie do pisania. Każdy z jego tekstów musiał więc być przepisywany przez kogoś w redakcji do pliku Worda (czasem sam miałem ten zaszczyt, gdy nie udało się mi znaleźć żadnego nudzącego się podwładnego).

11.2007