Czy można sobie wyobrazić dziennikarza, który jeszcze w latach
siedemdziesiątych XX wieku, w epoce przedkomputerowej, nie potrafił wystukiwać
swoich tekstów na maszynie do pisania? Znałem takiego - był nim Tadeusz
Żołnierowicz z bydgoskiego „Dziennika Wieczornego”.
A czy można sobie wyobrazić dziennikarza, który jeszcze w połowie pierwszej
dekady XXI wieku nie posługiwał się komputerem? Stanisław Szelc na przykład.
Znany wrocławski satyryk z kabaretu „Elita” i radiowego „Studia 202″ felietony
do swojej autorskiej rubryki „Jest w dechę!” w tygodniku „Panorama Dolnośląska”
tworzył na jakiejś sfatygowanej - sądząc po czcionkach - maszynie do pisania.
Każdy z jego tekstów musiał więc być przepisywany przez kogoś w redakcji do
pliku Worda (czasem sam miałem ten zaszczyt, gdy nie udało się mi znaleźć
żadnego nudzącego się podwładnego).
11.2007
11.2007