środa, 30 kwietnia 2014

Nie wybieram

   Podczas wyborów parlamentarnych 21.10.2007 byłem, za 135-złotową dietę, członkiem obwodowej komisji wyborczej, w której głosowali mieszkańcy wrocławskiego osiedla Żerniki (to taka wioska w mieście). Gdyby tylko oni decydowali o składzie Sejmu, to znaleźliby się w niej reprezentanci zaledwie dwóch partii: rządziłoby - mając minimalną większość - Prawo i Sprawiedliwość, a Platforma Obywatelska robiłaby za opozycję. Przypomnę, że w całym kraju wygrała PO przed PiS, a oprócz nich 5-procentowy próg kwalifikacyjny przekroczyli: Lewica i Demokraci oraz Polskie Stronnictwo Ludowe.

   Osobiście nie głosowałem, jak zwykle zresztą. Nie miałem na kogo. Argument, że nieobecni przy urnach wyborczych nie mają racji, do mnie nie trafia. Wolę się nie wstydzić, że dałem się nabrać na czyjekolwiek obiecanki-cacanki.

11.2007

wtorek, 29 kwietnia 2014

Późna godzina na zegarku

   Nie mam żadnych tatuaży na ciele, ani jakichkolwiek ozdóbek na szyi czy rękach. Nawet zegarka nie noszę. Nie założyłbym i takiego, jaki miał wrocławski aktor lalkarz Andrzej Dziedziul. Pytany, która godzina, pokazywał wielki czasomierz, na którym wygrawerowano: „O, kurwa, jak późno!”.

11.2007  

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Tło dla gwiazd

   Talentu aktorskiego nie mam za grosz, ale statystą filmowym - za kilkadziesiąt złotych dniówki - się bywało.

   W 1967 uczestniczyłem w zdjęciach do obyczajowego „Skoku”. Obraz ten przez pewien czas miał status tzw. półkownika (kłopoty z cenzurą). W podwrocławskiej wiosce Sadowice przez kilka nocy kręcono sekwencję plenerowej zabawy, kończącej się bójką. Robiłem za tło dla grających główne role Małgorzaty Braunek, Daniela Olbrychskiego i Mariana Opani.

   Wszystkimi dyrygował reżyser Kazimierz Kutz - klnąc na czym świat stoi, gdy mu się w przerwach młodzież rozbiegała po pobliskich krzakach. „Ja alimentów płacić za was nie będę!” - wykrzykiwał do mikrofonu, zwołując nas na plan…

   W tymże roku wystąpiłem też w dwóch filmach Stanisława Lenartowicza: „Zabijaka” (według prozy Iwana Turgieniewa, z Tadeuszem Łomnickim) i „Poczmistrz” (na podstawie opowiadania Aleksandra Puszkina, z Andrzejem Łapickim). Byłem w nich żołnierzem napoleońskim, maszerującym w pełnym rynsztunku pod wrocławskim Arsenałem, tudzież chłopem w stroju z worka, modlącym się w pobliskim kościele prawosławnym na rogu ulic Świętego Mikołaja i Wszystkich Świętych.

11.2007

niedziela, 27 kwietnia 2014

Męczennik za niewiarę

   Dobry zwyczaj - nie pożyczaj. Nie będziesz śmiertelnym wrogiem nieuczciwego dłużnika.

   Polski szlachcic Kazimierz Łyszczyński, w młodości jezuita, a pod koniec życia podsędek (urzędnik sądowy), pożyczył duże pieniądze sąsiadowi Janowi Brzosce. Ten zamiast zwrócić dług, wykradł wierzycielowi rękopis jego traktatu filozoficznego „De non existentia Dei” (O nieistnieniu Boga) i doniósł na heretyka komu trzeba.

  W roku 1689 liczący wówczas 55 lat Łyszczyński został skazany za ateizm na karę śmierci. Kat ściął mu toporem głowę podczas publicznej egzekucji na Rynku Starego Miasta w Warszawie.

  Biskup Andrzej Załuski opisał kaźń Łyszczyńskiego tymi słowy: „Wyprowadzono go na miejsce stracenia i okrutnie znęcano się najpierw nad jego językiem i ustami, którymi on okrutnie występował przeciw Bogu. Potem spalono jego rękę, która była narzędziem najpotworniejszego płodu, spalono także jego papiery pełne bluźnierstw i na koniec on sam, potwór, został pochłonięty przez płomienie, które miały przebłagać Boga, jeżeli w ogóle za takie bezeceństwa można Boga przebłagać".

   Dziś (27.04.2014), w dniu awansowania polskiego papieża z błogosławionego na świętego, pomyślałem  obrazoburczo o losie Łyszczyńskiego. I o naszym - ponoć świeckim i neutralnym światopoglądowo - państwie, w którym nie ma miejsca na choćby jeden publiczny pomnik ku czci tego męczennika za niewiarę...

04.2014

sobota, 26 kwietnia 2014

Piłka i film

   W dzieciństwie uprawiałem różne sporty, m.in. grałem w drużynie trampkarzy wrocławskiej Ślęzy. Jeden z kolegów z tego zespołu zrobił potem znaczącą karierę. Jednak nie w futbolu, lecz w kinematografii - początkowo jako bliski współpracownik Andrzeja Wajdy, a następnie jako samodzielny reżyser. Fani polskiego filmu z pewnością znają Wiesława Saniewskiego, szczególnie go sobie ceniąc za „Nadzór”.

11.2007

piątek, 25 kwietnia 2014

Moralność Kalego

   Co łączy polityków wszystkich polskich partii, od lewej do prawej strony sceny publicznej? Oczywiście, że relatywista Kali! Ich wspólna filozofia mieści się w jego złotej myśli, że gdy ja ukraść krowę - to dobrze, kiedy natomiast mnie ukraść krowę - źle. I tak na zmianę przez całą demokratyczną III RP, ze szczególnym nasileniem tuż przed i po wyborach.

11.2007

czwartek, 24 kwietnia 2014

Reklama na podeszwach

   Bartek Czekański, świetny dziennikarz sportowy z inteligentnym poczuciem humoru, nie wygląda na zabijakę, ale ma słabość do boksu. W felietonach lubił pisać o swoich treningach z pięściarzami wrocławskiej Gwardii i planach pojedynkowania się na poważnie.

   Któryś z życzliwszych (a może złośliwszych) kolegów zaproponował mu, aby przed występem na ringu koniecznie podpisał z jakąś firmą kontrakt na reklamę na podeszwach swojego obuwia. - Po szybkim nokaucie napisy na nich wyeksponują się ci najkorzystniej - puentował autor pomysłu.

11.2007

środa, 23 kwietnia 2014

Na "życzliwego"

   Henryk Jagodziński był postacią niezwykle barwną, jednym z liderów dolnośląskiej cyganerii. W młodości nauczyciel matematyki, pod koniec życia pracował we Wrocławskim Wydawnictwie Prasowym jako portier.

   Z licznych aforyzmów Jagodzińskiego, zwanych przez niego przebłyskami, szczególnie często cytowałem ten „Na donosiciela”: „Raz nie doniósł - zesrał się po drodze”. Do dedykowania różnym życzliwym inaczej w sam raz…

11.2007

wtorek, 22 kwietnia 2014

Sto lat

   W „Gazecie Wrocławskiej” współredagowałem m.in. rubrykę z pytaniem, na które odpowiadały - koniecznie różniąc się! - dwie osoby poproszone przez dziennikarza. Do jednego z numerów sylwestrowo-noworocznych wymyśliłem temat: czy Pan (Pani) chciałby (chciałaby) żyć 100 lat?

  Traf chciał, że wszyscy pytani przeze mnie odpowiadali, że „tak”. Ja jednak miałem już spełniającą ten warunek odpowiedź gwiazdy Tercetu Egzotycznego, wiecznie młodej Izabelli Skrybant-Dziewiątkowskiej. W poszukiwaniu kogoś na „nie”, zatelefonowałem do przemiłego satyryka Henryka Jagodzińskiego. Z początku on też chciał być emerytem jak najdłużej, ale w końcu dał się namówić na przewrotną myśl: może 100 lat to nie, ale 99 - jak najbardziej.

   Wypowiedź Jagodzińskiego została opublikowana 31 grudnia 1999. 1 stycznia 2000 on już nie żył. Zmarł nagle. Przeżyłem szok!

11.2007 

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Zobaczył swój nekrolog

   Natrafiam w „Gazecie Wrocławskiej” na nekrolog Jana Kaczmarka autorstwa Krzysia Kucharskiego. Czytam ze smutkiem i uśmiechem zarazem.

   Satyryk Kaczmarek pozostanie w mojej pamięci również dlatego, że potrafił śmiać się z siebie. „Proszę nie regulować telewizora, ja naprawdę tak wyglądam” - zwykł żartować z własnej fizjonomii.

  A Kucharskiego, dziennikarza niezwykle sympatycznego, specjalizującego się w tematyce kulturalnej i - nazwisko zobowiązuje - kulinarnej, zapamiętam także jako autora niesamowitej wpadki. 9.04.1997, dowiedziawszy się w redakcji tuż przed zamknięciem wydania, że „zmarł Dzieduszycki”, niezwłocznie napisał wspomnienie pośmiertne o hrabi Wojciechu. Jako przyjacielowi całej jego rodziny, nie sprawiło mu to większego problemu. Poważny kłopot zaczął się nazajutrz, po wydrukowaniu nekrologu, gdy okazało się, że zmarł nie sędziwy już wtedy Wojciech (żyje zresztą do dziś), lecz jego syn Antoni…

11.2007

   PS. Wojciech Dzieduszycki zmarł 2.05.2008 w wieku 96 lat. Przeżył więc swój nekrolog o 11 lat. 

niedziela, 20 kwietnia 2014

Uczonym być

    - Jak będzie wyglądał końcowy egzamin? - chcieli wiedzieć pierwsi (byłem wśród nich) studenci utworzonego w 1972 Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Wrocławskiego.

   - Jak rozmowa dwóch uczonych, z tą różnicą między nimi, że jeden pyta, a drugi odpowiada - zaspokajał ciekawość pierwszy dyrektor tegoż instytutu, prof. Bronisław Pasierb.
 
   Broniłem u niego pracę magisterską, napisaną w 1977 pod kierunkiem prof. Mariana Orzechowskiego, wówczas już eksrektora tej uczelni, przyszłego ministra spraw zagranicznych. Temat był pionierski w Polsce, importowany z USA: kultura polityczna różnych środowisk zawodowych. Ja przebadałem - korzystając ze specjalnie przygotowanych ankiet - dolnośląskich dziennikarzy. Wyszło m.in., że szczególnie ogranicza ich cenzura.

   Na moim dyplomie magistra nauk politycznych jest adnotacja, że studia ukończyłem z wynikiem bardzo dobrym. O tyle to zaskakujące, że po drodze zbierałem różne stopnie na poszczególnych egzaminach (jeden nawet oblałem w pierwszym podejściu).

11.2007

sobota, 19 kwietnia 2014

Kiedy pop i rock był big-beatem

   Z perspektywy czasu to śmieszy, ale jako młodego dziennikarza szczególnie podniecały mnie wywiady z ówczesnymi idolami muzyki zwanej wówczas big-beatową. Zapamiętałem zwłaszcza bliskie spotkania z Andrzejem Zielińskim ze Skaldów, Adą Rusowicz i Wojciechem Kordą (jednocześnie) z Niebiesko-Czarnych oraz Piotrem Janczerskim z No To Co. Po opublikowaniu rozmów z nimi czułem się „kimś”. Atrakcyjne panienki też wyglądały na dowartościowane znajomością ze mną.

11.2007

piątek, 18 kwietnia 2014

Moja teczka

   Pierwsi zwrócili na to uwagę koledzy z innych redakcji, uczestniczący w konferencji prasowej w biurze Antoniego Stryjewskiego, wrocławskiego posła na Sejm w latach 2001-2005. Wybrany z listy Ligi Polskich Rodzin pod przywództwem Romana Giertycha, pod koniec kadencji reprezentował Ruch Katolicko-Narodowy Antoniego Macierewicza.

   Otóż na regałach w swoim biurze poselskim Stryjewski umieścił w jednym rzędzie teczki z następującymi napisami na grzbietach: „Sejm”, „Senat”, „Media” i… „Adam Kłykow”. Zapytany o przyczynę takiego imiennego wyróżnienia - odpowiedział z uśmiechem, że to ze szczególnej sympatii do mnie. Tu trzeba wyjaśnić, że poseł Stryjewski występował jako jeden z najczęstszych bohaterów moich felietoników. Głównie dlatego, że przodował w statystykach wypowiedzi z trybuny sejmowej na różne mniej lub bardziej dziwne tematy.

11.2007

czwartek, 17 kwietnia 2014

Niedowartościowany przez esbecję

   Może to głupie, ale ja rzeczywiście przez pewien czas czułem się niedowartościowany, że nigdy nie próbowano mnie werbować na tajnego współpracownika PRL-owskich służb specjalnych. Ki diabeł? - zastanawiałem się, usiłując rozwiązać zagadkę tego braku zainteresowania.

   Przypuszczam, że esbecy nie mieli po prostu dogodnej okazji do nawiązania ze mną bezpośredniego kontaktu. Tak się bowiem złożyło, że ja w tamtym ustroju ani razu nie wyjeżdżałem do tzw. państw kapitalistycznych, z czym najczęściej wiązały się wymuszone kontakty ze Służbą Bezpieczeństwa, zazwyczaj konieczne podczas starań o paszport. W kraju natomiast jako niezmotoryzowany abstynent, nie bijący rodziny i nie tylko jej, nie mogłem stać się obiektem szantażu, np. po spowodowaniu jakiegoś wypadku drogowego po pijanemu, czy domowego skandalu na trzeźwo.

11.2007

środa, 16 kwietnia 2014

Żyd też Polak

   Chyba nie jestem prawdziwym Polakiem patriotą, bo nie przeszkadzają mi nawet (?) Żydzi. Ludzi dzielę wyłącznie na dobrych i złych.

   Szczerze podziwiam wkład Żydów w rozwój nauki i kultury. Imponuje mi ich siła przetrwania.

   A z kontaktów osobistych cenię sobie zwłaszcza znajomość z rasowym dziennikarzem Maćkiem Wełyczką, który nigdy nie krył swego żydowskiego pochodzenia. Współpracowałem z nim blisko jako sekretarz redakcji „Panoramy Dolnośląskiej”, gdy on był redaktorem naczelnym tego tygodnika.

11.2007

wtorek, 15 kwietnia 2014

Nikt nie jest doskonały

   Jestem hetero, ale nie mam nic przeciwko homo. Geje mi nie przeszkadzają i dopóki nie próbują się mi dobierać do dupy, darzę ich nawet sympatią. Bo to zazwyczaj bardzo inteligentni ludzie. A że gustują w seksie analnym między sobą… Jak to było w ostatniej scenie filmu „Pół żartem, pół serio”? Nikt nie jest doskonały!

11.2007

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Prawdziwy mężczyzna

   Leszek Miller, wtedy już były sekretarz KC PZPR, ale jeszcze nie premier RP, zgodził się we Wrocławiu na wywiad o seksie.

   W rozmowie ze mną nie potrafił ukryć zadowolenia z bardzo dobrej recenzji swoich nieprzeciętnych możliwości w intymnych kontaktach z kobietami, uwiecznionej przez Marzenę Domaros w „Pamiętniku Anastazji P. - erotycznych immunitetach”. Wypadł tam znacznie lepiej m.in. od Aleksandra Kwaśniewskiego, którego bohaterka tej skandalizującej książki też testowała.

   Dopóki Millerowi wiodło się w polityce - powtarzał, że prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, lecz jak kończy. Skończył na zdołowaniu SLD i - co za obciach! - Samoobrony.

11.2007  

niedziela, 13 kwietnia 2014

Mordo ty nasza!

   Wcale mnie nie zdziwiło, gdy w kampanii przed wyborami parlamentarnymi 2007 przewodniczący Socjaldemokracji Polskiej Marek Borowski próbował żartować z alkoholowych wpadek twarzy Lewicy i Demokratów Aleksandra Kwaśniewskiego. „Olek, mordo ty nasza!” - nawiązał publicznie do popularnej reklamy Prawa i Sprawiedliwości.

   Borowski bowiem z pewnością abstynentem nie jest. Przekonałem się o tym, gdy swego czasu robiłem z nim wywiad we Wrocławiu. Wyraźnie czułem, że coś już - było około południa - pił. Skorzystałem z jego bardzo dobrego humoru: odpowiadał na pytania znacznie dłużej niż się umawiałem, ku niezadowoleniu  lokalnego lidera Sojuszu Lewicy Demokratycznej Czesława Cyrula, który kilkakrotnie próbował nam przerywać, przypominając o opóźnianiu się spotkania mojego rozmówcy z tutejszymi działaczami partyjnymi.

11.2007  

sobota, 12 kwietnia 2014

Niedowiarek jestem

   Nie wierzę w życie po życiu. A po śmierci chcę być skremowany, bo wolę ogień od robaków.

11.2007

piątek, 11 kwietnia 2014

Ja tylko pytam...

   Czy wszechświat zaczął się od Wielkiego Wybuchu? Jeśli tak, to co lub kto go spowodował? Bóg? Który z nich i skąd on się wziął?

11.2007

czwartek, 10 kwietnia 2014

Mąż swojej żony, żona swojego męża

   W tymże 1976, w tejże Bydgoszczy, dla tegoż „Dziennika Wieczornego” przeprowadziłem - pamiętam dokładnie, że do numeru na grudniowe święta - oryginalny, rodzinny wywiad z piosenkarką Haliną Kunicką i konferansjerem Lucjanem Kydryńskim. Ona i on zgodzili się odpowiadać na te same pytania, ale osobno, nie słysząc siebie nawzajem, co zarówno im, jak i oczywiście czytelnikom umożliwiło podczas lektury zabawne odkrycia zgodności i różnic między tym artystycznym małżeństwem.

   Wcześniej wielokrotnie rozmawiałem z równie medialną parą, Antonim i Hanną Gucwińskimi, niezawodnymi dostarczycielami tzw. wsadu do rubryki „Ciekawostki z zoo”, drukowanej w „Gazecie Robotniczej.” Kierujący wrocławskim Ogrodem Zoologicznym okazali się utalentowanymi, świetnie się uzupełniającymi gawędziarzami - o czym później mogły się przekonać miliony Polaków, oglądając telewizyjny program „Z kamerą wśród zwierząt”.

11.2007  

środa, 9 kwietnia 2014

Podatek od marzeń

   Nie palę, nie piję. Moim jedynym groźniejszym nałogiem jest hazard - w granicach finansowych możliwości. Od zawsze gram w dużego lotka na te same liczby. Płacę dobrowolny podatek od marzeń, licząc na szczęście.

   Jedną z szóstek wytypowała mi piosenkarka Irena Jarocka. Przeprowadzając z nią wywiad podczas jej pobytu w 1976 w Bydgoszczy, w ostatnich słowach poprosiłem: „Żeby i gracze totalizatora coś z naszej rozmowy mieli, proszę o wymienienie szczęśliwych liczb w najbliższym losowaniu”. Podała je, a ja wydrukowałem w „Dzienniku Wieczornym”. Na próżno, bo nie trafiła wtedy nawet trójki. Kreślę te liczby do dziś. Bez większego sukcesu.

11.2007

wtorek, 8 kwietnia 2014

Niech będzie pochwalony

   Naszego papieża widziałem na żywo tylko raz, gdy w 1997, we Wrocławiu, na krótko przed powodzią, w deszczu przejeżdżał w papamobile przez ówczesny plac 1 Maja. Nie mogłem wówczas przewidzieć, że akurat ta część miasta kilka lat później zostanie przemianowana na plac Jana Pawła II.

   Przy całym szacunku dla autorytetu Karola Wojtyły, mnie - dziennikarzowi świeckiemu niezbyt podobało się nadużywanie w informacjach medialnych o nim zwrotu „Ojciec Święty”. Tak jak teraz niezbyt podoba się pęd do jak najszybszego kanonizowania go na świętego, nawet z pominięciem beatyfikowania na błogosławionego. Gdybyśmy my - naród z równą żarliwością żyli zgodnie z jego naukami… Pomarzyć można…

11.2007 

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Likwidator

   Kiedy w 1978 zostałem kierownikiem oddziału wojewódzkiego „Gazety Robotniczej” w Jeleniej Górze, I sekretarzem tamtejszego KW PZPR był Stanisław Ciosek. Gdy w 1980 nastała „Solidarność”, nazywał on Lecha Wałęsę - słyszałem na własne uszy - „błaznem”.

   Po zaledwie miesiącu Ciosek został ministrem do spraw kontaktów ze związkami zawodowymi. I mimo wyraźnych różnic politycznych między nim a Wałęsą, szybko się obaj dogadali i chyba nawet polubili.

   Z Cioskiem wiąże się anegdota o jego talentach likwidatorskich. Został przewodniczącym Federacji Socjalistycznych Związków Młodzieży Polskiej - zlikwidowano FSZMP. Został I sekretarzem KW PZPR w Jeleniej Górze - zlikwidowano województwo jeleniogórskie i później także tę partię. Został sekretarzem generalnym Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego - zlikwidowano PRON. Został ambasadorem Polski w ZSRR - zlikwidowano Związek Radziecki.

   Żartownisie proponowali go na ambasadora w USA…

11.2007

niedziela, 6 kwietnia 2014

Idole kibiców sportowo-politycznych

   Powiedzieli w pierwszych dniach kwietnia 2014.

   Snowboardzistka Jagna Marczułajtis, posłanka Platformy Obywatelskiej, o swoim udziale w promowaniu kandydatury Zakopanego do organizacji olimpiady zimowej w 2022: „Ja tutaj nie odpowiadam za to, co się nie udaje”.

   Bokser Tomasz Adamek, kandydat Solidarnej Polski do europarlamentu, zapytany, co chce do niego wnieść, odpowiedział: „Jezusa”.

   Ją pożyteczni idioci już wybrali, jego - mają szansę.

04.2014

sobota, 5 kwietnia 2014

Długopis nie siekierka

   Profesor Marek Mazurkiewicz, sędzia Trybunału Konstytucyjnego, był w PRL-u działaczem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

   W 1988 dopuszczono mnie do dziennikarskiej obsługi posiedzenia Egzekutywy Komitetu Wojewódzkiego PZPR we Wrocławiu, w której on zasiadał. Nie wiedząc, że jestem obecny na tym forum, skrytykował mój wydrukowany akurat w „Gazecie Robotniczej” felieton o Lechu Wałęsie. Uznał tekst za nazbyt dla przywódcy „Solidarności” pochlebny, za mało ostry.

   Zdenerwowałem się. Za pośrednictwem Staszka Pelczara, dziennikarza w lokalnych władzach partyjnych, przekazałem Mazurkiewiczowi, że moim narzędziem pracy jest nie siekierka, lecz długopis.

11.2007

piątek, 4 kwietnia 2014

Jestem przeciw, a nawet za

   „Nie chcem, ale muszem” przyznać, że ze swoich licznych wywiadów z politykami najbardziej zapamiętam spotkanie z Lechem Wałęsą w jego biurze w Gdańsku. To przecież człowiek legenda i postać wielobarwna, z licznymi plusami dodatnimi i ujemnymi. Był już wtedy nie tylko byłym przewodniczącym „Solidarności”, ale i byłym prezydentem RP. Ledwo dał się oderwać od komputera, którym zafascynował się bez reszty.

   Rozbawiła mnie zwłaszcza instrukcja asystenta Wałęsy, udzielona tuż przed rozmową: „Im krótsze pytania będzie pan zadawał, tym ciekawsze otrzyma odpowiedzi”. Najbardziej jednak do dziś poprawia mi humor przypomnienie sobie słów samego polskiego laureata Pokojowej Nagrody Nobla, gdy pewnego razu, optując za politycznym pluralizmem, zlokalizował on miejsce dla siebie dokładnie pośrodku między prawą i lewą nogą…

   Młodszym czytelnikom należy się wyjaśnienie, że tytuł tego fragmentu bloga jest przeróbką innego pamiętnego powiedzenia Wałęsy: „Jestem za, a nawet przeciw”. Spieszę donieść, że ja z czasem jestem coraz bardziej za niż przeciw Wałęsie.

11.2007 

czwartek, 3 kwietnia 2014

Od czegoś trzeba zacząć

    Czy wiesz, że robienie strony (fachowo pisząc: składanie kolumny) w gazecie zaczyna się od umieszczenia reklam? Reszta - dziennikarska twórczość - jest dodatkiem do nich. Nie wypada więc nie zacząć własnego bloga od swoistej autoreklamy. Załączam zatem zmanipulowane wyjątki z mojego życiorysu, nie „po polskiemu” curriculum vitae zwanego…

   Imię i nazwisko: Adam Kłykow (w dowodzie osobistym: Kłyków)
   Data i miejsce urodzenia: 17.12.1949, Wrocław

   Rodzice: Halina z domu Cieniewska i Aleksy

   Wykształcenie: politologiczne

   Zawód: dziennikarz

   Wyznanie: agnostyk

   Abstynent, bez samochodu
 
   W młodości reporter, recenzent filmowy i muzyczny, a po zmianach ustrojowych - publicysta polityczny (autor wywiadów niemal ze wszystkimi czołowymi politykami polskimi), felietonista, depeszowiec.

   Ulubiona literatura: polska – „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego, zagraniczna  - „Przygody dobrego wojaka Szwejka” Jaroslava Haska.

   Ulubione filmy: polski - „Ziemia obiecana” Andrzeja Wajdy, zagraniczny - „Kabaret” Boba Fosse.

   Ulubione zespoły muzyczne: polski - Bajm, zagraniczny - Pink Floyd.

   Ulubiona piosenka: „Do kołyski” zespołu Dżem.