poniedziałek, 5 maja 2014

Ale jazda!

   W 1991 około tygodnia byłem też w radzieckiej jeszcze wtedy części Mołdawii, w naddniestrzańskim Tyraspolu. Również jako opiekun szachowej drużyny juniorów, ale MKS MDK Wrocław Śródmieście.

   Powrót z Tyraspola do domu był najbardziej niesamowitą podróżą mego życia. Najpierw gospodarze podwieźli nas samochodem do ukraińskiej Odessy. Nie zapomnę ubikacji na tamtejszym dworcu kolejowym, bez muszli klozetowych, z przegródkami pozwalającymi oglądać twarze załatwiających się sąsiadów. Do przepełnionego pociągu dostaliśmy się fortelem, a wyrzucenia stamtąd uniknęliśmy przekupując konduktorkę resztkami posiadanych rubli. Kiedy wreszcie znaleźliśmy się po polskiej stronie granicy, w Przemyślu - byliśmy ledwie żywi, ale szczęśliwi, że ta mordęga wreszcie za nami.

11.2007