W 1991 około tygodnia byłem też w radzieckiej jeszcze wtedy części Mołdawii, w
naddniestrzańskim Tyraspolu. Również jako opiekun szachowej drużyny juniorów,
ale MKS MDK Wrocław Śródmieście.
Powrót z Tyraspola do domu był najbardziej niesamowitą podróżą mego życia.
Najpierw gospodarze podwieźli nas samochodem do ukraińskiej Odessy. Nie zapomnę
ubikacji na tamtejszym dworcu kolejowym, bez muszli klozetowych, z przegródkami
pozwalającymi oglądać twarze załatwiających się sąsiadów. Do przepełnionego
pociągu dostaliśmy się fortelem, a wyrzucenia stamtąd uniknęliśmy przekupując
konduktorkę resztkami posiadanych rubli. Kiedy wreszcie znaleźliśmy się po
polskiej stronie granicy, w Przemyślu - byliśmy ledwie żywi, ale
szczęśliwi, że ta mordęga wreszcie za nami.
11.2007
11.2007