Zdarzyło się mi usłyszeć o sobie zaledwie jedno słowo, które zaskoczyło mnie
swoją trafnością. Onegdaj ówczesna redaktor naczelna „Gazety Robotniczej” Iwona
Zielińska powiedziała mi w oczy, że jestem typem „autsajdera” - nie w
sportowym, lecz w społecznym tego pojęcia znaczeniu. Na gorąco trochę się
obruszyłem. Na chłodno jednak musiałem przyznać, że co prawda to prawda. Bo ja rzeczywiście
najlepiej czuję się na uboczu. Ponad bywanie wśród ludzi wolę swój mały,
intymny świat.
11.2007
11.2007