piątek, 27 lutego 2015

Krotochwilny prezio Bronek K.

   Onegdaj, kiedy obecny prezydent RP Bronisław Komorowski był ministrem obrony narodowej, miałem dziennikarską okazję poobserwować go „live”, gdy bawiąc (określenie tu absolutnie nieprzypadkowe) we Wrocławiu wizytował dowództwo Śląskiego Okręgu Wojskowego. Zakonotowałem, że na tle sztywniaków w oficerskich mundurach on – ich cywilny szef – emanował luzem w mowie i gestach.

   Komorowskiego od dawna uważam za niewybrednego smakosza humoru koszarowego. Dopuszczającego np. nazywanie kobiet „kaszalotami” (komplementował tak bynajmniej nie swą żonę, lecz duńskie żołnierki).

   Ostatnio jednak krotochwilny Komorowski, goszcząc w Japonii, stanowczo przeszarżował. Zwiedzając ichniejszy parlament, podczas robienia pamiątkowych fotek z gospodarzami, wyglądał jak po degustacji sake, tytułował „szogunem” szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego – generała Stanisława Kozieja, a na dokładkę w pewnym momencie stanął na siedzisku (krześle? fotelu? ławie?) spikera izby jak na wycieraczce obuwia.

   Ups, obciach nieprawdopodobny! Dobrze (?) chociaż, że prezio Bronek nie zdjął butów, bo byłoby go nie tylko widać i słychać, lecz zapewne również – excuse-moi – czuć...

środa, 25 lutego 2015

"Wybiórcza" kłamie!

   Mam niepodważalny dowód dla wrogów „Gazety Wyborczej”, że ta „michnikowa gadzinówka” kłamie. Łże jak najęta przez wiadomo kogo!  

   Dziś – 25.02.2015 – trafiłem tam na informację Agaty Kondzińskiej (pozdrawiam sympatyczną koleżankę z czasów wspólnej pracy w „Gazecie Wrocławskiej”), zatytułowaną „Jarosław Kaczyński: Jestem, nie zniknąłem”. A przecież w przeddzień cała telewizyjna Polska słyszała, że tak naprawdę lider Prawa i Sprawiedliwości powiedział: „nie zniknęłem”.

   „Wybiórcza” tylko poprawiła ewidentny błąd językowy Kaczyńskiego? Nie będą go, żoliborskiego inteligenta, pismacy polskiego uczyć!

wtorek, 10 lutego 2015

Sąsiedzi z psem zaczepno-obronnym

   Z pewnym niedowierzaniem dziś – 10.02.2015 – uświadomiłem sobie, że minęło już prawie 27 lat od mojego powrotu do Wrocławia, a ja wciąż nie znam nazwiska mojego sympatycznego sąsiada mieszkającego vis-a-vis. Wiem tylko, że ma atrakcyjną żonę, grzeczne dzieci (córkę i syna) oraz nietypowego psa. Żaden „łyżew”, „sweter”, „bulgot” czy „dupelek” (pamiętacie skecz „Sęk” kabaretu Dudek?), ino jakiś rasowy kundelek o urodzie „jajnika”. Kiedy jestem na korytarzu i słychać jego szczekanie – znak, że ktoś oprócz niego w domu. Kiedy nie daje głosu – jest sam. Bo jak wyjaśnił właściciel zwierza: „To pies zaczepno-obronny. Zaczepia tylko wtedy, gdy może liczyć na obronę”.