Zdecydowanie zaniżam statystykę spożycia alkoholu na głowę Polaka. Nie piję, bo
mi po prostu nie smakuje. Na kilka łyków zimnego piwa w upał, ewentualnie na
lampeczkę co najmniej półsłodkiego szampana bądź kieliszeczek wódki żołądkowej
gorzkiej od święta dam się czasem namówić, ale żeby tak do upojenia… Nawet
docinki: „kto trzeźwy, ten donosi” w rozbawionym towarzystwie na mnie nie
działają. Skuteczniejszym rozweselaczem może być jakiś niewyszukany toaścik,
choćby: „kto se piwko z gwinta machnie, temu z ryja ładnie pachnie”.
11.2007
11.2007