sobota, 21 listopada 2015

Ciupcianie dla prokreacji

   Dziś (21.11.2015) wieczorem w moim Wroclove skandal – zdaniem aktywistów Krucjaty Różańcowej – niebywały! W Teatrze Polskim premiera sztuki „Śmierć i dziewczyna”. Twórcy przedstawienia zaangażowali parę aktorów porno z Czech – Rossy i Tima, którzy na scenie, wobec nadkompletu świadków, mają się ciupciać (pożyczka od Lizy Minnelli z filmu „Kabaret”) bez żadnego udawania. O ile spektakl w ogóle się odbędzie.

   Nie ma zgody na pornografię w polskich teatrach za pieniądze publiczne – oświadczył wczoraj w radiu wicepremier i minister kultury, prof. Piotr Gliński. A resortowy dyrektor departamentu finansowego zażądał w piśmie do marszałka województwa dolnośląskiego, gospodarza tego całego – że się tak bezpruderyjnie wyrażę – burdelu, aby „w trybie natychmiastowym nakazał wstrzymanie przygotowań premiery w zapowiadanej postaci”…

   Jako stary hipis, jestem za wolnością uprawiania seksu. Byle tylko partnerzy konsumowali siebie dobrowolnie, a podglądanie ich nie było przymusowe.

   Co do – przynajmniej niektórych – członków Krucjaty Różańcowej, nie mam zamiaru zabraniać im oglądania pornoli w swoich domach. Jeśli Bóg jest i to widzi, rozliczy ich z obłudy.

   Natomiast drugiej osobie w rządzie Prawa i Sprawiedliwości zwracam z pewną nieśmiałością uwagę, że bzykanie się pana z panią w teatrze służy polityce prokreacyjnej nowej władzy. Może artyści chcą  pokazać, jak się robi dzieci za obiecany 500-złotowy dodatek do pensji?


Chcesz czytać moje najnowsze notki na bieżąco, zanim trafią do bloga? Zapraszam na swój profil na fejsbuku :)


sobota, 14 listopada 2015

Świat się trwoży

   Moja pierwsza, niepoprawna politycznie myśl na wieść o serii zamachów terrorystycznych w imię Allaha wieczorem 13.11.2015 w Paryżu: niewinni ludzie zapłacili życiem za brak wyobraźni nie tylko Francoisa Hollande’a, również Angeli Merkel, a zwłaszcza Baracka Obamy. To – moim zdaniem – główni winowajcy obecnej destabilizacji cywilizowanego świata.

   Po kilku godzinach refleksja: czy dziennikarze „Gazety Wyborczej”, TVN 24 i im podobne postępaki nadal będą prać mózgi Polakom świadomym islamskich zagrożeń, że są ksenofobami? Okej, jestem jednym z nich, ale nie życzę sobie zapraszać w moim imieniu gości, którzy siłą chcą nawracać gospodarzy na swoją modłę.

niedziela, 8 listopada 2015

Biedni frankowicze

   „Wytworzyłem całe mnóstwo pięknych słówek i określeń, które po mojej śmierci zostaną, a które naród polski stawiają w rzędzie idiotów”. Kto to powiedział? Dla ułatwienia dodam, że bardziej znana jest parafraza tego cytatu: „Polacy są narodem idiotów”. Powiedział to Józef Piłsudski na zjeździe legionistów w Kaliszu 7.08.1927.

   Nie wiedzieć czemu owa złota myśl przypomniała się mi 8.11.2015 w związku z żądaniami osób zadłużonych we frankach szwajcarskich, aby spłacanie ich kredytów współfinansowali niezadłużeni obywatele (podatnicy) ze mną włącznie. A wała! Umawialiście się z bankami na takie – szczególnie w dniu transakcji korzystne – pożyczki i byliście świadomi inflacyjnego ryzyka? To teraz zwracajcie wraz z rosnącymi odsetkami.

   W akcie miłosierdzia jestem gotów zaakceptować proste rozwiązanie, które jakoś nikomu z decydentów w naszym państwie geniuszy nie może wpaść do głowy. Przeliczmy frankowiczom ich kredyt tak, jakby wzięli go oni w całości w złotówkach. Niektórzy z „pokrzywdzonych” musieliby wówczas dopłacać do rat jeszcze więcej niż obecnie? Najważniejsze, że byłoby to sprawiedliwe społecznie.

 

czwartek, 5 listopada 2015

Co się komu w czym przewraca

   Moje około 30-tysięczne osiedle Kosmonautów we Wrocławiu miało już, nie licząc tradycyjnych sklepów, sześć centrów handlowych: dwie „Biedronki” oraz „Astrę”, „Lidla”, „Netto” i „Tęczę”, a od wczoraj przybyło tu „Aldi”. Wybrałem się na otwarcie, tłumów nie zaobserwowałem, oferta też – jak powiada młodzież – dupy nie rozrywa.

   A propos tzw. czterech liter. Spotkałem na zwiedzaniu „Aldi” sąsiada, z którym niegdyś działaliśmy razem demokratycznie wybrani do rady osiedla. „Nie ma tu co kupić” – zagadnąłem. Przytaknął. „Chyba mi się w dupie przewraca” – zauważyłem. I dodałem również w jego imieniu: „Marcepanów nam się zachciewa”.

   Sąsiad na to: „A wiesz, że moi rodzice identycznie komentowali apetyt dzieciaków na delikatesy? Skąd pochodzili twoi?”. „Z Łodzi” – oznajmiłem. „A moi z pobliskiego Sieradza” – poinformował. Wszystko jasne? Chwilowo…

   Po powrocie do domu zapytałem żonę Ewę – rodowitą łodziankę, czy zna te powiedzonka o dupie i marcepanach. Odpowiedziała bez wahania, że nie. Zna tylko: „Ptasiego mleczka ci brakuje”. Ta sentencja też nie jest mi obca.

   Morały? Po pierwsze: znajomość lub nieznajomość pewnych odzywek nie zawsze zależy od tego, skąd się pochodzi. Po drugie: dostępne wszędzie marcepany i ptasie mleczko są dziś dla młodszych pokoleń Polaków – niepamiętających permanentnych „przejściowych niedoborów” artykułów spożywczych w czasach PRL – synonimami nie tyle rarytasów, ile przesytu...
 

wtorek, 3 listopada 2015

Ojciec, syn i Kukiz

   Typowo polskie życiorysowe pomieszanie z poplątaniem.

   Po serii porażek w wyborach prezydenckich, parlamentarnych (do Senatu) i samorządowych (do sejmiku województwa dolnośląskiego), twórca radykalnie patriotycznej „Solidarności Walczącej”, wrocławski doktor fizyki Kornel Morawiecki zanotował wreszcie pierwszy w III RP demokratyczny sukces. Dostał się do Sejmu z listy ruchu Pawła Kukiza.

   Opowiadający się za rodzimym (nie mylić z rodzinnym) kapitałem poseł Kornel Morawiecki ma syna Mateusza, który jest prezesem Banku Zachodniego WBK – instytucji należącej do hiszpańskiej grupy Santander. Po zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych, wymienia się go na dziennikarskiej giełdzie nazwisk wśród najpoważniejszych kandydatów na ministra finansów w samodzielnym rządzie tej super patriotycznej partii.

   Tymczasem antysystemowy Kukiz ma zwyczaj wyzywać bankowców od „banksterów”, co ma się kojarzyć jednoznacznie negatywnie. Nie słyszałem, aby choć raz zastrzegł: „są nimi wszyscy z wyjątkiem Mateusza Morawieckiego, syna Kornela”…

niedziela, 1 listopada 2015

Opłakiwanie Stalina

   Mimo że miałem wtedy zaledwie 3 lata i niespełna 3 miesiące, pamiętam dzień śmierci Józefa Stalina!

   Moja Mama, całe swe życie zawodowe związana ze służbą zdrowia, pracowała w 1953 w szwalni nieistniejącego już szpitala chorób zakaźnych przy ul. Piwnej we Wrocławiu (obecnie jest tam przyklasztorne, prywatne przedszkole zgromadzenia sióstr świętej Jadwigi). Również tego dnia zabrała mnie tam ze sobą. Bawiłem się w pobliżu jej maszyny do szycia, w otoczeniu innych krawcowych. Na radiową wieść o zgonie Stalina, wszystkie nagle spoważniały. W ich oczach pojawiły się łzy i nawet przerażenie.

   Kilka lat później Mama wyjaśniła mi, dlaczego ona wraz z koleżankami właśnie tak – spontanicznie, bez przymusu – zareagowały. Z jej słów wynikało, że – jak to dziś interpretuję – były ofiarami komunistycznej propagandy. Święcie wierzyły, że Stalin to jedyny obrońca pokoju na świecie, gwarantujący Polakom ich bezpieczeństwo. Zwłaszcza na tzw. ziemiach odzyskanych, gdzie przybysze szczególnie obawiali się powrotu Niemców...