Nie ma zgody na pornografię w polskich
teatrach za pieniądze publiczne – oświadczył wczoraj w radiu wicepremier i
minister kultury, prof. Piotr Gliński. A resortowy dyrektor departamentu
finansowego zażądał w piśmie do marszałka województwa dolnośląskiego,
gospodarza tego całego – że się tak bezpruderyjnie wyrażę – burdelu, aby „w
trybie natychmiastowym nakazał wstrzymanie przygotowań premiery w zapowiadanej
postaci”…
Jako stary hipis, jestem za wolnością
uprawiania seksu. Byle tylko partnerzy konsumowali siebie dobrowolnie, a
podglądanie ich nie było przymusowe.
Co do – przynajmniej niektórych – członków
Krucjaty Różańcowej, nie mam zamiaru zabraniać im oglądania pornoli w swoich
domach. Jeśli Bóg jest i to widzi, rozliczy ich z obłudy.
Natomiast drugiej osobie w rządzie Prawa i
Sprawiedliwości zwracam z pewną nieśmiałością uwagę, że bzykanie się pana z
panią w teatrze służy polityce prokreacyjnej nowej władzy. Może artyści chcą pokazać, jak się robi dzieci za obiecany
500-złotowy dodatek do pensji?
Chcesz czytać moje najnowsze notki na bieżąco, zanim trafią do bloga? Zapraszam na swój profil na fejsbuku :)
Chcesz czytać moje najnowsze notki na bieżąco, zanim trafią do bloga? Zapraszam na swój profil na fejsbuku :)