Ja, w przeciwieństwie do naszych artystów,
głodowej emerytury nie mam. Sprawdzam w internecie swoje konto bankowe, po
ostatniej waloryzacji świadczenia widzę na nim co miesiąc kolejne 3.800,60 zł
netto z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych – i to mi daje kopa do pracy społecznej
(ani grosza zysku) przy współredagowaniu „Odrodzonego Słowa Polskiego” i do
ponadprzeciętnej aktywności na fejsbuku.
Rekonstrukcja i kontynuacja bloga założonego 11.11.2007, ocenzurowanego na początku marca 2014 przez anonima z Onetu i szefową Salonu24 - Bognę Janke pod dyktando prezes Sądu Okręgowego we Wrocławiu - sędzi Ewy Barnaszewskiej albo (sprawa jest zagadkowa, stąd ta alternatywa) jakiegoś pożytecznego idioty. Zapraszam też do lektury adam-klykow.blogspot.com i adamklykow.bloog.pl
niedziela, 25 października 2015
Co komu daje kopa
Jeden z najdowcipniejszych polskich artystów,
muzyk i piosenkarz Zbigniew Wodecki, rozbawił mnie w dzisiejszą wyborczą
niedzielę z samiuśkiego ranka. W wywiadzie telewizyjnym, na pytanie, skąd u
niego, mającego już swoje lata, bierze się jeszcze tyle energii do pracy,
odpowiedział mniej więcej tak: „Idę do banku, sprawdzam stan swojego konta – i
to mi daje kopa!”.
piątek, 23 października 2015
Lewica w opozycji. Być może pozaparlamentarnej
Ekskochaś liderki Zjednoczonej Lewicy –
Barbary Nowackiej, lider wdzięczącej się do tego samego elektoratu partii Razem
– lansowany przez prorządowe media Adrian Zandberg, może sprawić, że po
wyborach parlamentarnych 25.10.2015 w nowym Sejmie znajdzie się tylko szeroko
pojmowana prawica. Bo ani ci z Razem, zyskujący w ostatnich dniach w sondażach,
jednak nie przekroczą wymaganego 5-procentowego progu poparcia; ani ci z
koalicyjnej ZJ, akurat w tymże czasie dołujący w prognozach, nie osiągną niezbędnego
dla nich progu 8-procentowego.
Ponieważ mam gdzieś poprawność polityczną,
zwrócę uwagę na pewną szansę ratunku dla ludzi Nowackiej. Jest nią… nazwisko
Zandberga i jego nazbyt – nawet dla wyborców lewicowych – lewackie poglądy.
Dwie durnoty w jednym
25.10.2015 zbiegną się tzw. cisza wyborcza i
zmiana czasu o godzinę. Moim zdaniem, jedno głupsze od drugiego.
Cisza wyborcza w dobie internetu jest równie
skuteczna jak puder na syfa, zaś w przypadku zmiany czasu bardziej widać
negatywne skutki społeczne (rozregulowanie zegara biologicznego) niż rzekome
korzyści gospodarcze (podobno są jakieś oszczędności energii). Jak to w Polsce:
im urzędnicy wymyślą coś idiotyczniejszego, tym większe ma szanse na trwanie w
nieskończoność.
Definicja demokracji w III RP
Demokracja po polsku: ustrój, w którym każdy
obywatel jest potrzebny politykom wyłącznie do zagłosowania na nich w wyborach,
aby mogli oni sprawować władzę (choćby tylko w roli opozycji parlamentarnej) i
mieć z tego tytułu korzyści osobiste (ci najuczciwsi – wynagrodzenia
kilkakrotnie przewyższające średnią płacę krajową).
Nie znajdziecie tej definicji – przeze mnie
sformułowanej – w żadnej encyklopedii, ale jej prawdziwość można sprawdzić w
tzw. realu.
wtorek, 20 października 2015
Głos idioty :)
W całej Polsce mamy apogeum masowego
wieszania się polityków na latarniach, drzewach i na czym tam popadnie.
Bynajmniej nie w celach samobójczych, lecz w intencji załapania się 25.10.2015
do parlamentu.
Podretuszowane buźki kandydatów na posłów i
senatorów zewsząd uśmiechają się do mnie przyjaźnie, aczkolwiek nadaremno.
Pocałujta mnie w pompkę – rapuję za też startującym Liroyem, spacerując od
plakatu do plakatu.
W moim Wrocławiu ożywiło mnie tylko jedno
hasło wyborcze o treści: „IDĘ GŁOSOWAĆ NA PIECHOTĘ”. Piechota to nazwisko
kandydata, który jako niepełnosprawny porusza się wyłącznie na wózku
inwalidzkim. Doceniam czarny humor. Jednak nawet tak dowcipny kandydat nie może
na mnie liczyć, zwłaszcza że już się naposłował w – o zgrozo! – Platformie
Obywatelskiej.
Dziwię się, że nikt jeszcze nie wpadł na
pomysł wystąpienia z hasłem: „Jesteś idiotą? Głosuj na mnie!”. Gdyby adresaci
je zrozumieli i byłoby ich stać na trafną samoocenę, to taki ktoś sukces miałby
gwarantowany.
niedziela, 18 października 2015
Instrukcja poprawności politycznej
Nikt nie skomentował (kilku lajków nie
liczę) mojej wczorajszej notki pt. „Poprawność polityczna nową cenzurą”.
Zrobiłem więc to sam.
Aby być poprawnym politycznie - zauważyłem -
nie musisz w kontrowersyjnych sprawach milczeć. Możesz przecież np. mówić
(pisać) o Żydach wyłącznie jako ofiarach Holocaustu, zaś o Polakach - tylko
jako „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”.
A kto - dodam jeszcze - ma odwagę
przypominać zarazem, że historia zna również fakty mordowania Żydów przez
Polaków i Polaków przez Żydów, ten już niepoprawnym politycznie siewcą
nienawiści jest.
sobota, 17 października 2015
Poprawność polityczna nową cenzurą
– Chłop ma rację! – przyznałem, gdym
usłyszał dziś w telewizji,
jak
Jarosław Kaczyński stwierdził na spotkaniu z wyborcami w Legionowie, że w III
RP wolność słowa ogranicza poprawność polityczna. Dodał, że jest ona zestawem
poglądów „wmuszanych” społeczeństwu.
Nieprawda? To spróbujcie np. powiedzieć
(napisać) publicznie, że Polacy mordowali Żydów. Spotka was taki hejt, jakiego
doznaje w ostatnich dniach pisarka Olga Tokarczuk. Albo spróbujcie na odwyrtkę
– powiedzieć (napisać), że Żydzi mordowali Polaków. Zajmie się wami z pewnością
„Gazeta Wyborcza”, a może również prokuratura i sąd. Gdziekolwiek się obrócisz,
dupa (do bicia) zawsze z tyłu.
Poprawność polityczna staje się nową
cenzurą.
wtorek, 13 października 2015
Hejt inteligentny
Wolność słowa w internecie zdaje się nie
mieć granic. W ostatnich dniach widać to m.in. w komentarzach pod niezbyt
przemyślanymi publicznymi wypowiedziami dolnośląskiej pisarki Olgi Tokarczuk i
córki premier Ewy Kopacz –
Katarzyny. Pierwsza stwierdziła
kategorycznie w TVP Info, że mordowaliśmy (my, Polacy!) Żydów; druga
oświadczyła w „Super Expressie”, że jeśli w wyborach parlamentarnych 25.10.2015
Prawo i Sprawiedliwość wygra z Platformą Obywatelską – to wyemigruje z rodziną
za granicę. Obie naraziły się na cały repertuar wyzwisk.
Nie lubię polonofobów. Nie jestem fanem PO
ani PiS. Nie podobają się mi i ofiary takich hejterskich ataków, i obrażający
je trolle. Chcę tu tylko zwrócić uwagę, że inteligentniejsze głosy krytyczne są
niczym pojedyncze kwiatki na kupie gówna. Np. jakiś komentator poradził Oldze
Tokarczuk, że skoro wie, kto wraz z nią mordował Żydów, to niech ujawni również
swoich wspólników. A ktoś inny zwrócił się do Katarzyny Kopacz, by nie
zapomniała zabrać ze sobą – oprócz męża i dziecka – także mamusię.
poniedziałek, 12 października 2015
Miara godności i obciachu
Bronisław Komorowski dał dziś – 12.10.2015 –
publicznie głos, że oskarżanie go, byłego prezydenta III RP, o współudział w
kradzieży obrazu „Gęsiarka” z kancelarii głowy państwa, jest czymś niegodnym.
Rozumiem, że przed tygodniem jak najbardziej godne było reklamowanie przezeń
(wraz z innym człowiekiem honoru, równym mu rangą Lechem Wałęsą) prywatnej
spółki Cinkciarz.pl przy okazji goszczenia w USA u koszykarzy Chicago Bulls.
Szczególnie obciachowo wyglądało
przymierzanie przez Komorowskiego klubowej koszulki gospodarzy. Napis „Bull”
kojarzy się nie tylko z „Bykami” – sportowcami, lecz również z bykami
ortograficznymi w zdaniu: „w bulu i nadzieji”, popełnionymi przed blisko 5 laty
przez wtedy dopiero rozpoczynającego swą prezydencką kadencję Komorowskiego…
niedziela, 11 października 2015
O kurde, Kurdowie!
Na marginesie krwawej jatki w Turcji, gdzie
wczoraj – 10.10.2015 – w zamachu terrorystycznym w Ankarze, przed rozpoczęciem
pokojowej demonstracji działaczy prokurdyjskich, zginęło 128 ludzi.
Przypomniałem sobie, że będąc początkującym
dziennikarzem – około roku 1968 – niechcąco sprowokowałem gniew grupki Kurdów,
studiujących we Wrocławiu. W „Gazecie Robotniczej” napisałem zgodnie z prawdą,
że nie mają oni własnego państwa (terytorium zwane Kurdystanem jest podzielone
między Turcję, Iran, Irak i Syrię). W reakcji redakcję nawiedzili ci właśnie
Kurdowie. Wykrzykiwali, że uraziłem ich dumę narodową. Bo jakoby zanegowałem
prawo Kurdów do walki o niezawisłość. Byli bardzo agresywni. Najadłem się wtedy
strachu.
Z dzisiejszej perspektywy myślę, że miałem
szczęście. Gdyby PRL była krajem islamskim, mógłbym już nie żyć…
środa, 7 października 2015
Pokora prof. Miodlka i jej brak u pismaków
Zanim na Uniwersytecie Wrocławskim zacząłem
i skończyłem politologię, zaliczyłem po jednym semestrze historii (rok
wcześniej) i polonistyki (dwa lata wcześniej). Zaraz po maturze byłem studentem
m.in. ówczesnego magistra Jana Miodka, który i wtedy, i później, już jako profesor,
znany w całej Polsce z językoznawczych programów telewizyjnych, nie udawał
najmądrzejszego w kraju, tylko posiłkował się słownikami, gdy ktoś zadał mu
jakieś pytanie, a on nie był pewien prawidłowej odpowiedzi.
Pokory, czyli świadomości własnej niedoskonałości,
zabrakło redaktorom ostatniej strony dzisiejszej - 7.10.2015 - „Gazety Polskiej
Codziennie”, którzy najwyraźniej chcieli ośmieszyć minister edukacji narodowej
Joannę Kluzik-Rostkowską. Do pokazujących ją zdjęć domalowali tzw. dymki z
napisami: „Internauci poprawili mnie, że nie mówi się "dużymi
literami", tylko "wielkimi literami"…” i „…że nie w
"cudzysłowiu", lecz w "cudzysłowie".”
Co do cudzysłowu, wytyk zasadny. Jednak co do
litery - wpadka. Gdyby pismacy z „GPC” sprawdzili w słowniku, dowiedzieliby
się, że można i dużą, i wielką. Obie formy są poprawne! Byle nie mówić „z dużej
(małej) litery” lub „z wielkiej (małej) litery”. To bowiem oczywisty błąd.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)