poniedziałek, 15 grudnia 2014

To się czyta!

   Żyje we Wrocławiu dziennikarz, którego autentycznie podziwiam za charakter pisma. W twórczym tego pojęcia znaczeniu. W jego felietonach nie ma łatwizny w graniu na emocjach niewybrednego czytelnika. Nie ma agresywnej złośliwości. Jest - emanująca na czytelnika myślącego - pogoda ducha. Jest wyrozumienie dla niedoskonałości ludzkiej natury. A wszystko to autorstwa człowieka z czarującym poczuciem ciepłego humoru. Wyrażającego swoje refleksje bez egzaltacji czy infantylizmu, niełatwych do uniknięcia przy takich łagodnych klimatach. Gdyby miał on okazję współpracować z Jeremim Przyborą i Jerzym Wasowskim - może mieliśmy „starszych panów trzech”? Moim zdaniem, pasowałby do tej pary.

    Tym dziennikarzem jest Andrzej Górny, obecnie drukujący się w „Gazecie Wrocławskiej”. Ma on swoich zaprzysięgłych fanów również jako redaktor „Jaj” Grubego - oryginalnych krzyżówek dla amatorów zaskakujących skojarzeń.

   Uważany jest w dziennikarskim światku za znakomitego znawcę „Ogniem i mieczem”, „Potopu” i „Pana Wołodyjowskiego”. Nie sprawdzałem, bom z Trylogii Sienkiewicza cienki.

   Pewnego razu - jakoś zapamiętałem ów szczegół - chodził po redakcji i dociekał, co oznacza „pantałyk” występujący wyłącznie w związku frazeologicznym „zbić kogoś z pantałyku” (w sensie: zbić z tropu, pozbawić pewności siebie, wprawić w zakłopotanie, zmieszać). Pytał o to i mnie, ale sensownej odpowiedzi nie dostał.
 
04.2008