piątek, 12 grudnia 2014

Domator

   Jestem odludkiem czy ideowcem? – zastanawiam się, gdy kolejny raz, dziękując koleżankom i kolegom z dolnośląskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za pamięć i zaproszenie na organizowane przezeń okolicznościowe imprezy, pozostaję w domu. Chyba jednym i drugim naraz…

   Znów np. nie będzie mnie na tradycyjnym spotkaniu wigilijnym z udziałem księdza. Kiedy byłem na takiej przedświątecznej wieczerzy ostatni raz i opłatkiem ze mną dzielił się powszechnie lubiany (nawet przez niewierzących) kardynał Henryk Gulbinowicz, ja – agnostyk – czułem się nazbyt nieswojo, nieco obłudnie.

   Od pewnego czasu jestem nieobecny również na całkowicie świeckich spotkaniach towarzyskich byłych pracowników Wrocławskiego Wydawnictwa Prasowego. Tam z kolei ja – abstynent – źle się czułem wśród pijących i nawet ciekawe rozmowy (zapamiętałem zwłaszcza tę w cztery oczy z goszczącym u nas – dziennikarzy – ówczesnym ministrem obrony narodowej Jerzym Szmajdzińskim, który nie ukrywał wtedy trudnych relacji ze swym przyjacielem, zwierzchnikiem sił zbrojnych, prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim).

   W ogóle nie uczestniczę w dorocznych, organizowanych we Wrocławiu mistrzostwach dziennikarzy w strzelectwie. Bom… zdeklarowany pacyfista.

12.2014