Znów np. nie będzie mnie na tradycyjnym spotkaniu
wigilijnym z udziałem księdza. Kiedy byłem na takiej przedświątecznej wieczerzy
ostatni raz i opłatkiem ze mną dzielił się powszechnie lubiany (nawet przez
niewierzących) kardynał Henryk Gulbinowicz, ja – agnostyk – czułem się nazbyt
nieswojo, nieco obłudnie.
Od pewnego czasu jestem nieobecny również na
całkowicie świeckich spotkaniach towarzyskich byłych pracowników Wrocławskiego
Wydawnictwa Prasowego. Tam z kolei ja – abstynent – źle się czułem wśród
pijących i nawet ciekawe rozmowy (zapamiętałem zwłaszcza tę w cztery oczy z
goszczącym u nas – dziennikarzy – ówczesnym ministrem obrony narodowej Jerzym
Szmajdzińskim, który nie ukrywał wtedy trudnych relacji ze swym przyjacielem,
zwierzchnikiem sił zbrojnych, prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim).
W ogóle nie uczestniczę w dorocznych,
organizowanych we Wrocławiu mistrzostwach dziennikarzy w strzelectwie. Bom…
zdeklarowany pacyfista.
12.2014
12.2014