czwartek, 4 grudnia 2014

Donosiciel stanu wojennego

   Moje pismo „do Obywatela Jerzego Gołaczyńskiego, posła na Sejm PRL, wicewojewody jeleniogórskiego” ma datę 5.01.1982 i następującą treść:

   „Protestuję przeciwko metodzie „załatwiania” dziennikarza przez nieznaną mi osobę, która doniosła jednemu z pracowników Służby Bezpieczeństwa (stamtąd otrzymałem tę wiadomość), że w sprawach reglamentacji żywności co innego pisałem przez 13 grudnia, a co innego po wprowadzeniu stanu wojennego.

   Oświadczam, że jest to próba ukrycia przez władze handlowe własnej nieudolności i zarazem kłamstwo łatwe do udowodnienia.

   Załączam pełne teksty informacji pt. „Samowola urzędników?” z „Gazety Robotniczej” z 16 listopada 1981 roku (o porównanie z nią donosicielowi chodziło) i pt. „Jeszcze jeden niewypał handlowy” z „GR” z 4 stycznia 1982 roku.

   Teksty te mają łatwą do odczytania myśl przewodnią i jednoznaczny wniosek: musimy przestrzegać centralnych zarządzeń obowiązujących całą Polskę - nawet jeśli są dyskusyjne w treści. Gdzież tu więc niekonsekwencja?”.


   Co prawda zajmie to trochę więcej miejsca, ale pozwolę sobie tu zacytować obie wspomniane publikacje. Starszym czytelnikom - ku przypomnieniu „kartkowych” realiów stanu wojennego, młodszym - ku nauce.

Samowola urzędników?

   Najpierw fragment komunikatu Polskiej Agencji Prasowej sprzed kilku dni. Zawierał wyjaśnienie Ministerstwa Handlu Wewnętrznego i Usług, że w całym kraju obowiązują jednolite zamienniki: za pół litra alkoholu - jedna paczka kawy lub pół kilograma cukierków czekoladowych, a za 12 paczek papierosów - 40 dekagramów cukierków zwykłych lub tyleż wyrobów czekoladowych. „Wszystkie inne decyzje władz lokalnych - czytaliśmy czarno na białym - są nieważne i powinny być niezwłocznie dostosowane do zasad ogólnopolskich”.

   A teraz jeleniogórska rzeczywistość. Otóż miejscowe sklepy nadal praktykują następujące zamienniki: za pół litra alkoholu - 40 dkg wyrobów czekoladowych lub 60 dkg cukierków zwykłych, a za 12 paczek papierosów - 75 dkg cukierków zwykłych i ani grama wyrobów czekoladowych.

   Oto jeszcze jeden przykład na potwierdzenie tezy, że centrala sobie, a teren sobie. Może między innymi dlatego mamy taki porządek, jaki mamy?

   W konkretnej opisywanej sprawie jeleniogórzanie niepijący i niepalący zyskują co prawda na cukierkach zwykłych, tracą jednak wyraźnie na wyrobach czekoladowych i kawie. Niesprawiedliwość oczywista dla wszystkich, może z wyjątkiem uprawiających samowolę urzędników z Wydziału Handlu i Usług Urzędu Wojewódzkiego.

Jeszcze jeden niewypał handlowy

   Zgodnie z centralnymi zarządzeniami, niektóre artykuły spożywcze, dotąd w Jeleniej Górze reglamentowane, można tu od stycznia kupować bez kartek. Dotyczy to prawie wszystkich - z wyjątkiem masła - tłuszczy (margaryny, smalcu, oleju, słoniny) oraz kawy naturalnej, kakao i pieczywa cukierniczego.

   Duże było zaskoczenie klientów, gdy 2 stycznia rano w wielu jeleniogórskich sklepach spożywczych odmawiano im sprzedaży wymienionych towarów. Reporter „GR” ma konkretne dowody w postaci pisemnych oświadczeń sprzedawczyń dwóch placówek handlowych w osiedlu Orle oraz u zbiegu ulic Wojska Polskiego i Matejki w bezpośrednim sąsiedztwie… Wydziału Handlu i Usług Urzędu Wojewódzkiego, że nie otrzymały w terminie żadnego zezwolenia od zwierzchników i nie mogły w związku z tym decydować na własne ryzyko.

   Próbowałem uzyskać jakieś wyjaśnienia i ustalić, kto zawinił. Byłem w Wydziale Handlu i Usług UW oraz w obu jeleniogórskich dyrekcjach „Społem” - wojewódzkiej i miejskiej. Dowiedziałem się tylko tyle, że ekspedientki o sprzedaży niektórych artykułów żywnościowych bez kartek powinny już wiedzieć. Na moje pytanie: „Dlaczego więc nie wiedziały?”, nikt nie potrafił rozsądnie odpowiedzieć.

   Na marginesie: nastrój w odwiedzanych przeze mnie w sobotę urzędach był raczej świąteczny i beztroski, a moi rozmówcy jakby zadowoleni z siebie i spełnionych obowiązków. Tak więc rok 1982 jeleniogórskie władze handlowe rozpoczęły od kpin ze zdezorientowanych klientów…

   Przy okazji jeszcze jedna sprawa. Przysłuchiwałem się opiniom klientów i niemal wszyscy byli zgodni, że wycofywanie z reglamentacji tłuszczy, kawy, kakao i ciastek to niewypał. Cieszą się z takiej decyzji tylko etatowi „stacze”.

   Same sprzedawczynie są za utrzymaniem rozszerzonej reglamentacji: - Na towary bez kartek polują ciągle te same babcie i ich wnuczkowie, potrafiący zaliczyć kolejkę po kilka razy przy jednej dostawie. Jak im się zwraca uwagę, to najbardziej kulturalne są odzywki w stylu: „Co to kogo obchodzi?”.
 
03.2008