wtorek, 30 grudnia 2014

Cztery redakcje, jeden redaktor naczelny

   Gdy pod koniec 2003 wydawnictwo Polskapresse zadecydowało o połączeniu „Gazety Wrocławskiej”, „Słowa Polskiego” i „Wieczoru Wrocławia” w jeden tytuł, jego dotychczasowi redaktorzy naczelni zostali zdenominowani do roli zastępców jednego nowego szefa tych trzech redakcji naraz. Został nim „spadochroniarz” Julian Beck. Zarazem nie przestał on kierować na odległość „Dziennikiem Łódzkim”. Jego poczwórne rządy trwały pół roku, aż do pełnego rozruchu „Słowa Polskiego-Gazety Wrocławskiej”.

   Trudno mi się było do Becka przyzwyczaić. Zwłaszcza że miewał dość specyficzne preferencje tematyczne, czego doświadczałem jako redaktor kolumn z wiadomościami z kraju i ze świata. Uwielbiał np. czytać wszystko o królowej Wielkiej Brytanii Elżbiecie II. Nie ukrywał wtedy rozanielenia. Źle natomiast przyjmował choćby wzmianki o żonie ówczesnego prezydenta RP - Jolancie Kwaśniewskiej. Nazywał ją przy mnie (ani bracie, ani swacie) „głupią babą”.

   Zaskoczył wszystkich w redakcji, gdy raz polecił mi przerobić gotową już stronę i umieścić na czołówce wcale tego dnia nie najważniejszy materiał o Tomaszu Lisie. Ten znany dziennikarz telewizyjny został wówczas zawieszony w pracy w TVN m.in. dlatego, że był wysoko notowany we wstępnych sondażach potencjalnych kandydatów na nowego prezydenta RP. Wyprzedzała go tylko - tak się jakoś złożyło - Jolanta Kwaśniewska. Nie uniknąłem nazajutrz pytań niezorientowanych kolegów, czemu zrobiłem Lisowi kampanię wyborczą. „Szef kazać” - wyjaśniałem im pół żartem, pół serio.

   Czasem odpowiadało mi poczucie humoru Becka, choć wyglądało ono w pewnych sytuacjach na powtarzalne. Np. kiedy wchodził spóźniony na nasiadówki redakcyjnego kolegium, miał zwyczaj pytać na powitanie: „Cośmy już zdążyli uchwalić”.

   Panta rhei… Tomasz Lis na prezydenta w 2005 jednak nie kandydował, zdążył natomiast zaliczyć także Polsat i wrócić do telewizji publicznej. Jolanta Kwaśniewska też zrezygnowała ze startu w tych wyborach i stała się osobą prywatną. Julian Beck - człowiek pozornie nie do zastąpienia - trzy lata po niepodzielnych rządach we wrocławskich dziennikach został zdymisjonowany zarówno z funkcji wiceprezesa Polskapresse, jak i redaktora naczelnego „Dziennika Łódzkiego”. I tylko Elżbieta II, niczym jedyny symbol trwałości, jak królowała, tak miłościwie panuje (a może raczej damuje?) nadal.
 
05.2008