Jacka Czynajtisa w roli prezesa Domu Wydawniczego „Gazeta Wrocławska”
wspominam mile. Dał się lubić, potrafił mobilizować do roboty komplementami.
Np. podczas jednego z towarzyskich spotkań integracyjnych całego zespołu
redakcyjnego (odbywały się takowe w weekendy, mniej więcej raz w roku, w
Szklarskiej Porębie, Sobótce i innych atrakcyjnych miejscowościach) wyznał
wobec wszystkich obecnych, że wierną czytelniczką moich felietonów jest jego
żona. Którą zresztą nigdy nie miałem przyjemności poznać osobiście.
05.2008