niedziela, 28 grudnia 2014

Och, szwagier!

   Staszek Drozdowski miał być człowiekiem kina. Jako drugi reżyser, współtworzył m.in. filmy „Och, Karol!”, „Kogel-mogel”, „Chce mi się wyć”, „Konsul” i „Szeszele”.

   Ponieważ ma szwagra Andrzeja Bułata, który w 1991 był redaktorem naczelnym „Gazety Robotniczej” – Staszek stał się dziennikarzem. A pracę w tej redakcji zaczął od afery z komiksem - o tyle nietypowym, że nie rysunkowym, lecz fotograficznym.

   Działo się to w czasach, kiedy „Gazeta Robotnicza” nie była już organem prasowym upadłej PZPR, lecz spółdzielnią dziennikarską z Bułatem jako jej prezesem. Piątkowy „Magazyn Tygodniowy GR” wciąż sprzedawał się w nakładzie ponad pół miliona egzemplarzy. Co prawda sukces czytelniczy nie szedł w parze z reklamowym, ale jeszcze w 1992 spółdzielnia odnotowywała znaczące zyski. Wtedy jednak zarząd - celowo lub wskutek nieudolności - szybko doprowadził do poważnych strat, inwestując kupę pieniędzy w kontrowersyjny pomysł wydania fotograficznego komiksu autorstwa Drozdowskiego.

   Działania sterników spółdzielni (powtarzam za książką pt. „Media i władza” pod redakcją Piotra Żuka, za zamieszczoną tam publikacją „Wolna prasa w niewoli” autorstwa dziennikarzy ukrytych pod pseudonimami Beata Kowalska i Adam Nowak) miały wszelkie znamiona nielegalnego wyprowadzania pieniędzy z firmy. Sporą częścią budżetu przy produkcji komiksu były bowiem rekwizyty (samochód, meble) i kostiumy (markowa odzież), których nie rozliczono, lecz przekazano w wieczyste użytkowanie ekipie realizatorskiej i wykonawcom. Wówczas ten rodzaj finansowych nadużyć nie był jeszcze procederem dobrze znanym organom ścigania. Natomiast przeciwnicy takiego stylu gospodarowania spółdzielczą kasą nie wpadli na pomysł, by za niegospodarność złożyć na swego prezesa obywatelskie doniesienie do prokuratury.

   Tymczasem komiks okazał się bublem, którego mało kto chciał kupić. Zdecydowana większość nakładu zaległa w magazynie i aby nie pomnażać strat o systematycznie rosnące koszty składowania, przekazano w końcu tę makulaturę do przemielenia na papier toaletowy.

   Nieszczęsny komiks okazał się gwoździem do trumny: spółdzielnia dziennikarska popadła w poważne długi. Wówczas jej kierownictwu z Bułatem na czele udało się wmówić mi i innym szeregowym członkom, że jedynym ratunkiem przed całkowitą likwidacją „Gazety Robotniczej” będzie powołanie spółki z niemieckim wydawcą Verlagsgruppe Passau jako głównym udziałowcem. Co też się stało. Bawarscy kapitaliści przejęli redakcję niemal za bezcen.

   W 2002 Drozdowski awansował na redaktora naczelnego „Gazety Wrocławskiej”. Poprzednio, już po wpadce z komiksem, był w niej głównie dziennikarzem sportowym o - trzeba to przyznać - encyklopedycznej znajomości tematyki, którą się zajmował.

   W 2004 Drozdowski miał nadzieję - zresztą nie tylko on - że „komisarz” z centrali wydawnictwa Polskapresse Julian Beck namaści go na szefa organizowanego wówczas „Słowa Polskiego – Gazety Wrocławskiej. Został jednak skutecznie wydymany przez Agnieszkę Niczewską, robiącą karierę „po trupach” potencjalnych konkurentów.

   W 2005 Drozdowski założył we Wrocławiu tygodnik „Piątek”, obejmując funkcję jego redaktora naczelnego. Po bodajże ośmiu wydanych numerach tytuł padł.

   W 2007 Drozdowski odnalazł się w Warszawie, gdzie został pełniącym obowiązki redaktora naczelnego „Super Expressu”. Obecnie jest pierwszym zastępcą redaktora naczelnego tego tabloidu, który pod jego rządami zanotował wzrost czytelnictwa.

   Drozdowski trafił tam zapewne za protekcją Jacka Czynajtisa - wiceprezesa zarządu i dyrektora handlowego spółki Murator, wydającej m.in. „Super Express”. Żadni z nich szwagrowie. Tyle tylko, że kilka lat wcześniej Drozdowski został nominowany na szefa „Gazety Wrocławskiej”, gdy wydawnictwem przy tej redakcji kierował właśnie Czynajtis. Zwyczajni kumple, po prostu.

   Prywatnie normalny Staszek jest facetem nader sympatycznym i można się z nim sensownie dogadać. Kiedy jednak ktoś lub coś go wnerwi, dostaje ataku wścieklizny i wtedy lepiej unikać bezpośredniego kontaktu. Taki doktor Jekyll i mister Hyde…

04.2008