Podczas wyborów parlamentarnych 21.10.2007 byłem, za 135-złotową dietę,
członkiem obwodowej komisji wyborczej, w której głosowali mieszkańcy
wrocławskiego osiedla Żerniki (to taka wioska w mieście). Gdyby tylko oni
decydowali o składzie Sejmu, to znaleźliby się w niej reprezentanci zaledwie
dwóch partii: rządziłoby - mając minimalną większość - Prawo i Sprawiedliwość,
a Platforma Obywatelska robiłaby za opozycję. Przypomnę, że w całym kraju wygrała
PO przed PiS, a oprócz nich 5-procentowy próg kwalifikacyjny przekroczyli:
Lewica i Demokraci oraz Polskie Stronnictwo Ludowe.
Osobiście nie głosowałem, jak zwykle zresztą. Nie miałem na kogo. Argument, że
nieobecni przy urnach wyborczych nie mają racji, do mnie nie trafia. Wolę się
nie wstydzić, że dałem się nabrać na czyjekolwiek obiecanki-cacanki.
11.2007