Kiedy w 1978 zostałem kierownikiem oddziału wojewódzkiego „Gazety Robotniczej”
w Jeleniej Górze, I sekretarzem tamtejszego KW PZPR był Stanisław Ciosek. Gdy w
1980 nastała „Solidarność”, nazywał on Lecha Wałęsę - słyszałem na własne uszy - „błaznem”.
Po zaledwie miesiącu Ciosek został ministrem do spraw kontaktów ze związkami
zawodowymi. I mimo wyraźnych różnic politycznych między nim a Wałęsą, szybko
się obaj dogadali i chyba nawet polubili.
Z Cioskiem wiąże się anegdota o jego talentach likwidatorskich. Został
przewodniczącym Federacji Socjalistycznych Związków Młodzieży Polskiej - zlikwidowano FSZMP. Został I sekretarzem KW PZPR w Jeleniej Górze -
zlikwidowano województwo jeleniogórskie i później także tę partię. Został
sekretarzem generalnym Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego -
zlikwidowano PRON. Został ambasadorem Polski w ZSRR - zlikwidowano Związek
Radziecki.
Żartownisie proponowali go na ambasadora w USA…
11.2007
11.2007