czwartek, 17 kwietnia 2014

Niedowartościowany przez esbecję

   Może to głupie, ale ja rzeczywiście przez pewien czas czułem się niedowartościowany, że nigdy nie próbowano mnie werbować na tajnego współpracownika PRL-owskich służb specjalnych. Ki diabeł? - zastanawiałem się, usiłując rozwiązać zagadkę tego braku zainteresowania.

   Przypuszczam, że esbecy nie mieli po prostu dogodnej okazji do nawiązania ze mną bezpośredniego kontaktu. Tak się bowiem złożyło, że ja w tamtym ustroju ani razu nie wyjeżdżałem do tzw. państw kapitalistycznych, z czym najczęściej wiązały się wymuszone kontakty ze Służbą Bezpieczeństwa, zazwyczaj konieczne podczas starań o paszport. W kraju natomiast jako niezmotoryzowany abstynent, nie bijący rodziny i nie tylko jej, nie mogłem stać się obiektem szantażu, np. po spowodowaniu jakiegoś wypadku drogowego po pijanemu, czy domowego skandalu na trzeźwo.

11.2007