Dobry zwyczaj - nie pożyczaj. Nie będziesz
śmiertelnym wrogiem nieuczciwego dłużnika.
Polski szlachcic Kazimierz Łyszczyński, w
młodości jezuita, a pod koniec życia podsędek (urzędnik sądowy), pożyczył
duże pieniądze sąsiadowi Janowi Brzosce.
Ten zamiast zwrócić dług, wykradł wierzycielowi rękopis jego traktatu filozoficznego „De non existentia Dei” (O
nieistnieniu Boga) i doniósł na heretyka komu trzeba.
W roku 1689 liczący wówczas 55 lat Łyszczyński
został skazany za ateizm na karę śmierci.
Kat ściął mu toporem głowę podczas publicznej egzekucji na Rynku Starego Miasta
w Warszawie.
Biskup Andrzej Załuski opisał kaźń Łyszczyńskiego tymi słowy:
„Wyprowadzono go na miejsce stracenia i okrutnie znęcano się najpierw nad jego
językiem i ustami, którymi on okrutnie występował przeciw Bogu. Potem spalono
jego rękę, która była narzędziem najpotworniejszego płodu, spalono także jego
papiery pełne bluźnierstw i na koniec on sam, potwór, został pochłonięty przez
płomienie, które miały przebłagać Boga, jeżeli w ogóle za takie bezeceństwa
można Boga przebłagać".
Dziś (27.04.2014), w dniu awansowania polskiego
papieża z błogosławionego na świętego, pomyślałem obrazoburczo o losie Łyszczyńskiego. I o
naszym - ponoć świeckim i neutralnym światopoglądowo - państwie, w którym nie ma
miejsca na choćby jeden publiczny pomnik ku czci tego męczennika za niewiarę...
04.2014
04.2014