Pamiętam,
że bodaj najpoważniejszym kontrkandydatem Jerzego Zelnika był wrocławski aktor
Erwin Nowiaszek. Znałem go osobiście. Mieszkał przy ul. Włodkowica, w
sąsiedztwie synagogi Pod Białym Bocianem, naprzeciwko hali sportowej Gwardii. W
dzieciństwie dostawałem od niego butelki po alkoholu, za które miałem kasę na
kino :)
Nowiaszek rywalizację o rolę życia przegrał
głównie z powodu wieku: miał już wtedy ponad 30 lat, Zelnik natomiast –
niespełna 20. Fizycznie byli do siebie podobni, najbardziej różniła ich właśnie
metryka.
Gdy w 1974 poznałem przyszłą żonę, łodziankę
Ewę, i kiedy jeszcze jako narzeczeni spotykaliśmy się we Wrocławiu, w pierwszej
kolejności wybrałem się z nią do Teatru Laboratorium na „Apocalypsis cum
figuris” Jerzego Grotowskiego i do Teatru Polskiego na sztukę Eugene Ionesco
„Gra w zabijanego” w reżyserii Henryka Tomaszewskiego ze świetną pantomimiczną
rolą Nowiaszka, grającego w tym spektaklu główną rolę Śmierci.
Ku swojemu zaskoczeniu, znalazłem w
internecie fotografie tego aktora ze zdjęć próbnych do „Faraona”.