Przypomniałem sobie, że będąc początkującym
dziennikarzem – około roku 1968 – niechcąco sprowokowałem gniew grupki Kurdów,
studiujących we Wrocławiu. W „Gazecie Robotniczej” napisałem zgodnie z prawdą,
że nie mają oni własnego państwa (terytorium zwane Kurdystanem jest podzielone
między Turcję, Iran, Irak i Syrię). W reakcji redakcję nawiedzili ci właśnie
Kurdowie. Wykrzykiwali, że uraziłem ich dumę narodową. Bo jakoby zanegowałem
prawo Kurdów do walki o niezawisłość. Byli bardzo agresywni. Najadłem się wtedy
strachu.
Z dzisiejszej perspektywy myślę, że miałem
szczęście. Gdyby PRL była krajem islamskim, mógłbym już nie żyć…