sobota, 27 czerwca 2015

Nie skorzystałem z "okazji"

   Jak już wspominałem, nikogo nie proszę o dodanie mnie do swoich znajomych na fejsbuku i zarazem nikomu z proszących nie odmawiam dołączenia go do moich znajomych. Tak też było w przypadku niejakiego Philipa Leonarda Doughty’ego, który na własnym profilu ujawnia tylko twarz (zakładam, że osobistą) i datę urodzin (13 sierpnia 1953) – ukrywając natomiast nawet miejsce zamieszkania.

   Wnet po automatycznym przyjęciu Doughty’ego do grona znajomych, otrzymałem od niego za pośrednictwem czatu tekścik o treści: „Hello friend, I have a project to share with you regarding to your personal last name. Is about fund deposited in my bank by a client who has the same last name as you hence. Reply back with your email address so that i can communicate with you privately, Thanks”.

   Dżentelmen ten najwyraźniej chciał robić ze mną jakiś bankowy interes. Ludzie, czy ja na zdjęciu powyżej wyglądam na biznesmana albo przynajmniej na idiotę?!

   Zamiast odpowiedzi na ofertę, czym prędzej – po raz pierwszy – wykasowałem kogoś z listy fejsbukowych znajomych. Taki ze mnie niewdzięcznik…