A propos tzw. czterech liter. Spotkałem na
zwiedzaniu „Aldi” sąsiada, z którym niegdyś działaliśmy razem demokratycznie
wybrani do rady osiedla. „Nie ma tu co kupić” – zagadnąłem. Przytaknął. „Chyba
mi się w dupie przewraca” – zauważyłem. I dodałem również w jego imieniu:
„Marcepanów nam się zachciewa”.
Sąsiad na to: „A wiesz, że moi rodzice
identycznie komentowali apetyt dzieciaków na delikatesy? Skąd pochodzili
twoi?”. „Z Łodzi” – oznajmiłem. „A moi z pobliskiego Sieradza” – poinformował.
Wszystko jasne? Chwilowo…
Po powrocie do domu zapytałem żonę Ewę –
rodowitą łodziankę, czy zna te powiedzonka o dupie i marcepanach. Odpowiedziała
bez wahania, że nie. Zna tylko: „Ptasiego mleczka ci brakuje”. Ta sentencja też
nie jest mi obca.
Morały? Po pierwsze: znajomość lub
nieznajomość pewnych odzywek nie zawsze zależy od tego, skąd się pochodzi. Po
drugie: dostępne wszędzie marcepany i ptasie mleczko są dziś dla młodszych
pokoleń Polaków – niepamiętających permanentnych „przejściowych niedoborów”
artykułów spożywczych w czasach PRL – synonimami nie tyle rarytasów, ile
przesytu...