niedziela, 1 listopada 2015

Opłakiwanie Stalina

   Mimo że miałem wtedy zaledwie 3 lata i niespełna 3 miesiące, pamiętam dzień śmierci Józefa Stalina!

   Moja Mama, całe swe życie zawodowe związana ze służbą zdrowia, pracowała w 1953 w szwalni nieistniejącego już szpitala chorób zakaźnych przy ul. Piwnej we Wrocławiu (obecnie jest tam przyklasztorne, prywatne przedszkole zgromadzenia sióstr świętej Jadwigi). Również tego dnia zabrała mnie tam ze sobą. Bawiłem się w pobliżu jej maszyny do szycia, w otoczeniu innych krawcowych. Na radiową wieść o zgonie Stalina, wszystkie nagle spoważniały. W ich oczach pojawiły się łzy i nawet przerażenie.

   Kilka lat później Mama wyjaśniła mi, dlaczego ona wraz z koleżankami właśnie tak – spontanicznie, bez przymusu – zareagowały. Z jej słów wynikało, że – jak to dziś interpretuję – były ofiarami komunistycznej propagandy. Święcie wierzyły, że Stalin to jedyny obrońca pokoju na świecie, gwarantujący Polakom ich bezpieczeństwo. Zwłaszcza na tzw. ziemiach odzyskanych, gdzie przybysze szczególnie obawiali się powrotu Niemców...