Jestem tzw. rannym ptaszkiem, ale budzę się
już o trzeciej niezwykle rzadko. Dziś przyspieszyłem swoją codzienną
reanimację, by świadkować niepowodzeniu – niestety – polskich siatkarzy na
maratońskim turnieju w Tokio. Wystarczyła jedna porażka z Włochami w ostatnim z
11 meczy, by przegrać zarówno Puchar Świata, jak i kwalifikację na
przyszłoroczną olimpiadę w Rio de Janeiro (w cud, czyli w zwycięstwo Argentyny
nad USA, nie wierzę). Life – sportowe zwłaszcza – is brutal…
A propos Tokio, dla poprawy kiepskiego
humoru: wiecie, dlaczego Japończycy są od nas bogatsi? Bo zaczynają pracować
sześć godzin wcześniej.
A wiecie, po co Donald Tusk wstaje już o
szóstej? Po to, by dłużej nic nie robić
(poprzednio jako leniwy z natury szef rządu III RP, teraz jako król – li
tylko malowany – Europy).
PS.
Cudu nie było...