Bo zaczął mieć mi za złe, że nazywam
„pożytecznymi idiotami” zwolenników goszczenia w Polsce imigrantów z państw
muzułmańskich. Zarazem nawet nie próbował zadeklarować przyjęcia choćby jednego
z nich na własny koszt. Jego humanitarnego ponoć sumienia nie poruszyło też
moje stwierdzenie, że w pierwszej kolejności powinniśmy umożliwić powrót do
ojczyzny rodakom – repatriantom z Kazachstanu czy Ukrainy (naprawdę jesteśmy im
coś dłużni!). Odpornemu i na ten argument próbowałem jeszcze uświadomić, że z
Syrii czy Iraku udaje się uciec tylko najsilniejszym (najbogatszym), natomiast
najsłabsi (najbiedniejsi) nie mają w realiach wojny domowej żadnych szans na
czyjąkolwiek pomoc i tym samym na uratowanie swego życia.
I tak gadał dziad do obrazu…