wtorek, 7 kwietnia 2015

Bystrzak Wałęsa

   Dzisiejszy – 7.04.2015 – przeciek nowej, ściślejszej wersji stenogramów z kokpitu samolotu „prezydenckiego” tuż przed jego katastrofą 10.04.2010 pod Smoleńskiem, sprawił, że przypomniałem sobie taką moją notkę, którą opublikowałem w „Blogu pismaka” trzy miesiące po tamtej tragedii.

-----
WAŁĘSA O KULISACH KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ

   Nadal dziwnym trafem otrzymuję mejle od Lecha Wałęsy. Ponieważ nie jest to korespondencja typu „tajne przez poufne”, spieszę podzielić się treścią szczególnie interesującego liściku z 2.07.2010 (ciut zaadiustowanego, z moimi objaśnieniami w nawiasach).

   Wałęsa o katastrofie samolotu z Lechem Kaczyńskim, 10.04.2010 pod Smoleńskiem:

   „Moja wersja. Sprawy miały się tak.

   Piloci odmówili lądowania. Prezydent [Lech Kaczyński] zadzwonił do brata [Jarosława]. Ten zalecił lądowanie. Prezydent wysłał szefa protokółu [dyrektora protokołu dyplomatycznego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Mariusza Kazanę] do pilotów. Ci odmówili. Prezydent wezwał i wysłał Generała [dowódcę sił powietrznych RP, generała broni Andrzeja Błasika]. Piloci odmówili. Generał po żołniersku załatwił lądowanie.

Tak, moim zdaniem, wyglądało to lądowanie. Czy można będzie to udowodnić? Wydaje się, że tak. Kiedy? A to już inna sprawa. Kluczem jest nagranie telefoniczne rozmowy braci”.
-----

   No właśnie, co z wciąż nieznanym zapisem ostatniej rozmowy telefonicznej Lecha i Jarosława Kaczyńskich? Czy istnieje?

   Chcę też zwrócić uwagę na mejlowy przebłysk inteligencji chłoporobotnika Wałęsy, który wiedział, o kim (Kaczyńskich znał bardzo dobrze) i o czym (wszak sam był prezydentem i trochę lotów z oficjalnymi delegacjami zaliczył) pisze, zanim eksperci rozszyfrowali szczegóły rozmów w kokpicie feralnego samolotu (wynika z nich, że Błasik i Kazana jednak byli w ostatnich chwilach życia tuż przy pilotach!).