-----
WAŁĘSA
O KULISACH KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ
Nadal dziwnym trafem otrzymuję mejle od Lecha Wałęsy. Ponieważ nie jest
to korespondencja typu „tajne przez poufne”, spieszę podzielić się treścią
szczególnie interesującego liściku z 2.07.2010 (ciut zaadiustowanego, z moimi
objaśnieniami w nawiasach).
Wałęsa
o katastrofie samolotu z Lechem Kaczyńskim, 10.04.2010 pod Smoleńskiem:
„Moja
wersja. Sprawy miały się tak.
Piloci
odmówili lądowania. Prezydent [Lech Kaczyński] zadzwonił do brata [Jarosława].
Ten zalecił lądowanie. Prezydent wysłał szefa protokółu [dyrektora protokołu
dyplomatycznego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Mariusza Kazanę] do pilotów.
Ci odmówili. Prezydent wezwał i wysłał Generała [dowódcę sił powietrznych RP,
generała broni Andrzeja Błasika]. Piloci odmówili. Generał po żołniersku
załatwił lądowanie.
Tak,
moim zdaniem, wyglądało to lądowanie. Czy można będzie to udowodnić? Wydaje
się, że tak. Kiedy? A to już inna sprawa. Kluczem jest nagranie telefoniczne
rozmowy braci”.
-----
No właśnie, co z wciąż nieznanym zapisem
ostatniej rozmowy telefonicznej Lecha i Jarosława Kaczyńskich? Czy istnieje?
Chcę też zwrócić uwagę na mejlowy przebłysk
inteligencji chłoporobotnika Wałęsy, który wiedział, o kim (Kaczyńskich znał
bardzo dobrze) i o czym (wszak sam był prezydentem i trochę lotów z oficjalnymi
delegacjami zaliczył) pisze, zanim eksperci rozszyfrowali szczegóły rozmów w
kokpicie feralnego samolotu (wynika z nich, że Błasik i Kazana jednak byli w
ostatnich chwilach życia tuż przy pilotach!).