Pracując
tam nie ukrywałem, że Niczewska jest jedyną osobą, na którą mam alergię.
Mierziła mnie zwłaszcza jej nieprzeciętna pyszałkowatość. Zapłaciłem za tę
szczerość wysoką cenę. Po roku rządów Agnieszki zostałem przez nią wyautowany z
redakcji, z którą (początkowo pod szyldem „Gazety Robotniczej”) byłem
związany - z niewielką przerwą - niemal od dziecka.
Zwolnienie
miało swój mały plus: przestaliśmy się „tykać”, zaczęliśmy się do siebie
zwracać per „pani” i „pan”.
06.2008