wtorek, 20 stycznia 2015

Poeta, z którego zadrwił los

   Moja fascynacja Norwidem w latach 70. XX wieku nie ograniczała się tylko do czytania jego dzieł, czy słuchania „Bema pamięci żałobnego rapsodu” w wokalno-instrumentalnej interpretacji Czesława Niemena. Zdarzyło się mi - ślad pozostał - napisać trzystrofkowy wiersz na cześć ulubionego poety.

   Zadowolony byłem zwłaszcza z tytułu: „On drwi”. Zawiera sześć liter, z których można ułożyć także nazwisko Norwid. A co do treści, nawiązującej do życiorysu bohatera… Oceńcie sami.

On drwi
Norwidowi…

   Słońce już zgasło,

   krwią opryskując człowiecze twarze,

   opłakujące czasy skończone,

   nie zapomniane.

   On rąk nie łamiąc,

   za swoją trumną samotnie kroczył,

   w przepaść rzucając własne wiersze,

   rzekł: „vademecum”.

   Wnuk je odnalazł,

   i przeczytawszy nic nie powiedział,

   ani łzy jednej nie uronił

   - serce mu pękło.

07.2008