Np.
w „Gazecie Robotniczej” takim niepiszącym, ale zarazem niezbędnym
dziennikarzem, był długoletni sekretarz techniczny Józef Bester, zwany przez
młodszych kolegów „Bestersellerem”. Panował on nad redakcyjnym bałaganem -
poczynając od makietowania poszczególnych wydań dziennika, a na dysponowaniu
samochodami służbowymi kończąc - z zadziwiająca precyzją. Był prawdziwym
mózgiem naszej prasowej fabryki. A przy tym zawsze dobroduszny, pogodny,
życzliwy…
Najlepsze
cechy charakteru ojca ma jego syn Krzyś Bester. Też już długoletni sekretarz
techniczny „Gazety Wrocławskiej”. Za „moich czasów” to on odpowiadał m.in. za
tzw. rozpiski, czyli szczegółowe rozmieszczanie tekstów dziennikarskich i
reklam na kolejnych kolumnach dziennika. Świetnie sobie z tym radził - co
docenialiśmy zwłaszcza wówczas, gdy wybierał się na urlop (czytaj: na
grzybobranie) i ktoś z konieczności musiał go zastępować.
05.2008