sobota, 3 stycznia 2015

Kadrowe nieporozumienie

   Czytelnicy tego bloga zauważyli, że spośród 14 moich szefów - redaktorów naczelnych najgorsze notowania ma Wiesław Mielcarski. Pytają zaciekawieni, kto zacz.

   Odpowiadam z pewnym zażenowaniem, bo wolałbym o nim milczeć. To wynalazek Andrzeja Bułata, gdy ten prezesował spółdzielni dziennikarskiej „Gazeta Wrocławska” i miał największy wpływ na obsadę kluczowej – pełnionej dotychczas przez siebie – funkcji w redakcji.

   Mielcarski pojawił się w naszym środowisku właściwie znikąd. Wiedzieliśmy tylko, że miał jakieś związki z happeningową Pomarańczową Alternatywą oraz z ruchem Wolność i Pokój.

   Nie był zawodowym dziennikarzem. Brak profesjonalizmu nadrabiał arogancją. Dostał naturalną, z racji swojego wyglądu, ksywę „Łysy”. Został zdymisjonowany wkrótce po upublicznieniu przez tzw. życzliwych kompromitujących go zdjęć z alkoholowej libacji w miejscu pracy.

   Podobno Mielcarski był zdolnym specem od biznesu reklamowego. Nie potwierdzam, nie zaprzeczam. Tylko po cholerę z kogoś takiego zrobiono redaktora?! I to od razu naczelnego…

05.2008