wtorek, 11 listopada 2014

Ty "Kłykwo"!

   Pro domo sua, pro domo mea: moje nazwisko też bywa tworzywem do żartów. Z niektórych sam się śmieję, np. z wymyślonej przez moją Ewę „Kłykwy”; inne co najwyżej toleruję, np. powtarzanego przez znajomego dziennikarza Tomka Kędzię „Kłykacza” (jest taka ryba).

   Nie każdy miał szczęście, jak jeden z moich redakcyjnych kolegów, urodzić się w rodzinie Serafinów i na dodatek zostać Bogusiem. Sławiący Boga anioł - ładne, prawda?

   A wracając jeszcze do łosia, tego przez małe „ł”. Zwierzę to może nie wygląda najinteligentniej, ale jakież ono jest sympatyczne!

   No to pojechałem po bandzie… Kłykwa, dość tych żenujących skojarzeń!
 
03.2008