Mieszkaliśmy
na tym samym osiedlu Orle w Jeleniej Górze-Cieplicach. Razem jeździliśmy
autobusem do pracy w centrum miasta: ja do redakcji, on – do siedziby ZSMP
(przewodniczył lokalnemu zarządowi tej organizacji). Byłyby to nawet podróże
sympatyczne, gdyby nie jego skłonność do ścigania się z innymi pasażerami o
wolne miejsce siedzące oraz do rozmawiania (głównie o swoich sukcesach rodzinnych
i służbowych) głosem słyszalnym w niemal całym pojeździe.
Kiedy
już wróciłem na stałe do Wrocławia, dowiedziałem się, że Korzeniewski podczas
balangi w gabinecie nieobecnego w nim I sekretarza KW PZPR w Jeleniej Górze
poczuł się niedobrze i „puścił pawia” na dywan. Za ten mimowolny happening
polubiłem go najbardziej!
Potem,
już po przemianach ustrojowych, spotkałem Korzeniewskiego w Unii Wolności –
jako eksperta Władysława Frasyniuka do spraw oświaty. Był już wtedy dyrektorem
jeleniogórskiej filii Dolnośląskiego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli.
03.2008