czwartek, 27 listopada 2014

Paw na dywanie

   Zygmunt Korzeniewski może być żywą ilustracją mojego ambiwalentnego stosunku do drugiego człowieka. Z jednej strony podziwiam go jako wygadanego i energicznego działacza, z drugiej - myślę o nim z pewnym zażenowaniem.

   Mieszkaliśmy na tym samym osiedlu Orle w Jeleniej Górze-Cieplicach. Razem jeździliśmy autobusem do pracy w centrum miasta: ja do redakcji, on – do siedziby ZSMP (przewodniczył lokalnemu zarządowi tej organizacji). Byłyby to nawet podróże sympatyczne, gdyby nie jego skłonność do ścigania się z innymi pasażerami o wolne miejsce siedzące oraz do rozmawiania (głównie o swoich sukcesach rodzinnych i służbowych) głosem słyszalnym w niemal całym pojeździe.

   Kiedy już wróciłem na stałe do Wrocławia, dowiedziałem się, że Korzeniewski podczas balangi w gabinecie nieobecnego w nim I sekretarza KW PZPR w Jeleniej Górze poczuł się niedobrze i „puścił pawia” na dywan. Za ten mimowolny happening polubiłem go najbardziej!

   Potem, już po przemianach ustrojowych, spotkałem Korzeniewskiego w Unii Wolności – jako eksperta Władysława Frasyniuka do spraw oświaty. Był już wtedy dyrektorem jeleniogórskiej filii Dolnośląskiego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli.
 
03.2008