środa, 26 listopada 2014

Ożeż "k"!

   Widziałem ostatnio coś śmiesznego w telewizji publicznej. Wcale nie w programie kabaretowym, lecz w głównym wydaniu „Wiadomości”. Dziennikarka ze studia w Warszawie rozmawiała całkiem poważnie z korespondentem w Brukseli, a na przepołowionym ekranie z twarzami obojga pojawiły się napisy: „Warszawka” i „Brukselka”. W pierwszym momencie pomyślałem, że to coś z moim wzrokiem jest nie tak. Ale po około jednominutowej relacji filmowej nastąpił powrót do rozmowy i wtedy już nie mogłem mieć wątpliwości, bo napisy: „Warszawka” i „Brukselka” pojawiły się ponownie! Być może było potem jakieś sprostowanie i przeprosiny, ale ja ich nie usłyszałem.

   Jedno małe „k”, a jaka różnica! Ciekawe, co spotkało telewizyjnego jajcarza: kara za niedopuszczalne w tym miejscu żarty, czy nagroda za rozweselenie na ogół zestresowanej (tym, co się w kraju i na świecie dzieje) widowni „Wiadomości”?
 
03.2008