O
pawiu (chociaż nie takim, jakiego poeta miał na myśli) było przed chwilą.
Służebnicą cudzą, z zamianą Moskwy na Waszyngton lub - jak kto woli - na
Brukselę, nadal ponoć (ja akurat się z tym poglądem nie zgadzam) jesteśmy.
A
co do papugi, to pasuje ona do rodzimej rzeczywistości jak najbardziej. Weźmy
dwa przykłady z muzycznego szołbiznesu.
Dopiero
gdy w 2008 na punkcie polskiego utworu „Papaya” oszalało pół świata, na
kompozycji Michała Urbaniaka z 1976, w genialnej interpretacji Urszuli Dudziak,
„poznali się” masowo ich rodacy. Zazwyczaj ci sami, którzy niedawno bzikowali
na punkcie czeskiego „Jożina z bażin” z 1978, będącego poniekąd kalką
wcześniejszych, co najmniej równie urokliwych, kawałków naszego zespołu jazzu
tradycyjnego Hagaw.
03.2008