wtorek, 25 listopada 2014

Cały Don Bartolo

   Jak tu nie lubić kogoś, kto potrafi się śmiać z siebie? Bartek Czekański sympatycznie zareagował na moją blogową anegdotę, że spełniając swoje marzenie o karierze zawodowego boksera mógłby całkiem nieźle zarobić na reklamach umieszczonych na - widocznych zwłaszcza po nokaucie - podeszwach swoich butów. Podziękował i jeszcze przy okazji skomplementował. Cały równie kontrowersyjny, co autoironiczny Don Bartolo (taką ma ksywę wśród przyjaciół).

   Czekański wyróżnia się tzw. lekkim piórem. Nic dziwnego, wszak dziennikarstwo - jak dowcipnie zauważył jeden z naszych kolegów po fachu Waldek Niedźwiecki - wyssał z mlekiem… ojca Henryka, bardzo za swego życia lubianego żurnalisty.

   Oprócz boksu i innych sportów walki, Bartek jest niekwestionowanym autorytetem speedwaya. Z właściwym sobie poczuciem humoru testuje jego „znawców” opowiadaniem o hamulcach w motorach żużlowych, których te akurat maszyny w ogóle nie mają. I nie obraża się, gdy inni robią sobie podśmiechujki z trwających niewiele ponad minutę wyścigów, gdzie zawodnicy jeżdżą zaledwie cztery okrążenia toru i skręcają tylko w lewo, a pierwszy na mecie jest zazwyczaj ten, kto najszybciej wystartuje, chyba że prowadzącemu zdarzy się defekt po drodze.

   Mnie Bartek imponuje też odwagą, jaką trzeba - mniemam - mieć, by uczestniczyć w rajdach samochodowych, jako pilot znanego kierowcy Krzysztofa Tercjaka.
 
03.2008