środa, 5 listopada 2014

Kasa wypłaca

   Będąc etatowym dziennikarzem „Gazety Robotniczej”, odwiedzałem redakcyjną kasę dwa razy w miesiącu. Po wynagrodzenie zasadnicze i po wierszówkę. Mój całkowity dochód zawsze dość wyraźnie przekraczał średnią płacę krajową. Aby jednak tyle zarabiać, musiałem się porządnie napracować.

   Każda wydrukowana publikacja była wyceniana przez zwierzchników. Zanim szeregowy dziennikarz (funkcyjnych to nie dotyczyło) zaczął pomnażać konto wierszówkowe, musiał najpierw wykonać tzw. obowiązek (minimum wydajności) w ramach wynagrodzenia zasadniczego. Kierownicy natomiast mogli nic nie pisać i jeszcze przysługiwał im dodatek funkcyjny za organizowanie pracy i adiustowanie cudzych tekstów.

   Zatrudnieni w redakcjach Wrocławskiego Wydawnictwa Prasowego otrzymywali corocznie „trzynastki”. Po przekształceniach własnościowych te dodatkowe pensje zlikwidowano. Przestano też wypłacać nagrody jubileuszowe. Dostawało się je za okrągłe rocznice pracy, raz na pięć lat.

   Zdarzały się również nagrody uznaniowe za najlepsze - zdaniem szefów - teksty. A poza tym „należało się” po kilka bezpłatnych gazet na co dzień, bon towarowy na święta bożonarodzeniowe i paczka dla każdego małego dziecka dziennikarza na mikołajki.
 
03.2008