wtorek, 4 listopada 2014

Wakacje w Szwajcarii Saksońskiej

   Ocalał „Dziennik zajęć”, który dostałem, do wypełnienia sprawozdawczą treścią, z Kuratorium Oświaty i Wychowania w Jeleniej Górze, jako wychowawca 15-osobowej grupy dzieci w wieku od 11 do 16 lat, z którymi od 29 lipca do 10 sierpnia 1985 przebywałem w Pionierhaus Sebnitz im Ferienzentrum Hohstein, w ramach wakacyjnej wymiany młodzieży między Polską a Niemiecką Republiką Demokratyczną. Dokument ten pozwala mi na odtworzenie szczegółów.

   Miałem pod opieką 9 dziewcząt i 6 chłopców w ogóle przedtem się nie znających, zamieszkałych w Jeleniej Górze (3) oraz w Brzeźniku, Dłużynie Dolnej, Gryfowie, Kowarach, Lipie Jaworskiej, Lubaniu, Łodzi, Łomnicy, Olszynie, Piechowicach, Wleniu i Zgorzelcu. Łączyło ich jedno: pochodzili z rodzin członków Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych. Pięcioro harcerzy, pozostali - niezrzeszeni. W rubryce: „Ocena końcowa” postawiłem im 8 piątek, 4 czwórki i 3 trójki.

   Pobyt przebiegał według programu przygotowanego przez gospodarzy z NRD. Podróż pociągiem z Jeleniej Góry do Drezna (trwającą około czterech godzin) i z powrotem oraz zorganizowane nam wycieczki (m.in. kilkakrotnie na kąpielisko w Hohnstein, po Szwajcarii Saksońskiej od Bastei do Rathewalde, do galerii obrazów w Zwingerze w Dreźnie, do zamków hrabiny Cosel w Stolpen i Augusta III Mocnego w Pillnitz, do twierdzy Koenigstein, do Domu Pioniera w Sebnitz, statkiem „Karl Marx” z Pirny do Bad Schandau, no i na zakupy gdzie się tylko dało) oceniłem na 5, pogodę - na 4, a zakwaterowanie (pokoje kilkuosobowe, bez wygód), wyżywienie (jednodaniowe obiady, na ogół niesmaczne) i warunki sanitarne (brak łazienek, ciepła woda tylko przy jednej umywalce) - na 3.

   Kilka cytatów z „Dziennika zajęć”:

   „Obóz odwiedzili towarzysze w Komitetu Okręgowego Niemieckiej Socjalistycznej Partii Jedności z Drezna. Zachowaliśmy się [my, wychowawcy] pryncypialnie, narzekając jedynie na pogodę. Fakt, że integracja obu grup polskich [naszej i z Piechowic] oraz jednej z NRD była spontaniczna i wzorowa, bez reżyserii starszych”.

   „Szef ośrodka zachowywał się jak przysłowiowy pies ogrodnika, nie pozwalając zrywać gnijących na drzewach czereśni i wiśni [inni pracownicy ośrodka pozwalali]”.

   „Dzieci żegnały się, płacząc. "Fajnie było" - komentowały. Na granicy żadnych problemów z WOP-istami i celnikami. Najwięcej chyba przewoziliśmy słodyczy”.

   W „Dzienniku zajęć” o tym ani słowa, ale z wakacji w Hohnstein, miejscowości z malowniczym zamkiem na wysokiej skale, zapamiętałem ponadto kręcącą się koło mnie młodą Niemkę, zamieszkałą w sąsiedztwie naszego obozu. Wyglądała na tzw. łatwą zdobycz, była jednak zdecydowanie nie w moim guście. Zastanawiam się teraz, czy nie miałem przypadkiem tzw. plastra w postaci agentki Stasi. Możliwe.
 
03.2008