Miałem
pod opieką 9 dziewcząt i 6 chłopców w ogóle przedtem się nie znających,
zamieszkałych w Jeleniej Górze (3) oraz w Brzeźniku, Dłużynie Dolnej, Gryfowie,
Kowarach, Lipie Jaworskiej, Lubaniu, Łodzi, Łomnicy, Olszynie, Piechowicach,
Wleniu i Zgorzelcu. Łączyło ich jedno: pochodzili z rodzin członków Związku
Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych. Pięcioro harcerzy, pozostali -
niezrzeszeni. W rubryce: „Ocena końcowa” postawiłem im 8 piątek, 4 czwórki i 3
trójki.
Pobyt
przebiegał według programu przygotowanego przez gospodarzy z NRD. Podróż
pociągiem z Jeleniej Góry do Drezna (trwającą około czterech godzin) i z
powrotem oraz zorganizowane nam wycieczki (m.in. kilkakrotnie na kąpielisko w
Hohnstein, po Szwajcarii Saksońskiej od Bastei do Rathewalde, do galerii
obrazów w Zwingerze w Dreźnie, do zamków hrabiny Cosel w Stolpen i Augusta III
Mocnego w Pillnitz, do twierdzy Koenigstein, do Domu Pioniera w Sebnitz,
statkiem „Karl Marx” z Pirny do Bad Schandau, no i na zakupy gdzie się tylko
dało) oceniłem na 5, pogodę - na 4, a zakwaterowanie (pokoje kilkuosobowe,
bez wygód), wyżywienie (jednodaniowe obiady, na ogół niesmaczne) i warunki
sanitarne (brak łazienek, ciepła woda tylko przy jednej umywalce) - na 3.
Kilka
cytatów z „Dziennika zajęć”:
„Obóz
odwiedzili towarzysze w Komitetu Okręgowego Niemieckiej Socjalistycznej Partii
Jedności z Drezna. Zachowaliśmy się [my, wychowawcy] pryncypialnie, narzekając
jedynie na pogodę. Fakt, że integracja obu grup polskich [naszej i z Piechowic]
oraz jednej z NRD była spontaniczna i wzorowa, bez reżyserii starszych”.
„Szef
ośrodka zachowywał się jak przysłowiowy pies ogrodnika, nie pozwalając zrywać
gnijących na drzewach czereśni i wiśni [inni pracownicy ośrodka pozwalali]”.
„Dzieci
żegnały się, płacząc. "Fajnie było" - komentowały. Na granicy żadnych problemów
z WOP-istami i celnikami. Najwięcej chyba przewoziliśmy słodyczy”.
W
„Dzienniku zajęć” o tym ani słowa, ale z wakacji w Hohnstein, miejscowości z
malowniczym zamkiem na wysokiej skale, zapamiętałem ponadto kręcącą się koło
mnie młodą Niemkę, zamieszkałą w sąsiedztwie naszego obozu. Wyglądała na tzw.
łatwą zdobycz, była jednak zdecydowanie nie w moim guście. Zastanawiam się
teraz, czy nie miałem przypadkiem tzw. plastra w postaci agentki Stasi.
Możliwe.
03.2008