Trafiłem
na archiwalną notatkę z przełomu lat 1979-1980, zatytułowaną: „Reakcja ma
krytykę prasową w "Gazecie Robotniczej"”. Cóż ja tam donosiłem do wrocławskiej
centrali?
„Ogólnie
oceniając, ostatnio obserwuję zanik reakcji na krytykę prasową. Nawet Miejskie
Przedsiębiorstwo Komunikacyjne nie wywiązuje się sumiennie z obowiązku
ustosunkowania się do negatywnych publikacji. Inna sprawa, że nie próbujemy
specjalnie ostrzyć piór na "dzieci do bicia", do których MPK trzeba zaliczyć.
Widzimy bowiem obiektywne przyczyny niedomagań (w przypadku transportu
pasażerskiego - brak taboru, części zamiennych, kierowców).
Niepokoi
reguła przemilczania krytyki przez jej adresatów, chyba że któryś z nich
znajdzie w publikacji jakąś - przeważnie mało istotną - nieścisłość.
Wówczas atakuje redakcję, omijając wszakże sedno sprawy.
Często
reakcją na krytykę jest obrażanie się na dziennikarza. Np. gdy napisze on, że
pierwszym dziełem Zakładu Rewaloryzacji Starego Miasta są garaże. Skrytykowany
nie szuka winnego budowlanego nonsensu u siebie, lecz w redakcji. A przecież
autor notatki stwierdził tylko oczywisty fakt, którego nie wymyślił”.
Itp.,
itd.
03.2008