piątek, 7 listopada 2014

Echa krytyki

   Jako szef oddziału „Gazety Robotniczej” w Jeleniej Górze miałem m.in. obowiązek uprawiania sprawozdawczości wewnątrzredakcyjnej na różne tematy.

   Trafiłem na archiwalną notatkę z przełomu lat 1979-1980, zatytułowaną: „Reakcja ma krytykę prasową w "Gazecie Robotniczej"”. Cóż ja tam donosiłem do wrocławskiej centrali?

   „Ogólnie oceniając, ostatnio obserwuję zanik reakcji na krytykę prasową. Nawet Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne nie wywiązuje się sumiennie z obowiązku ustosunkowania się do negatywnych publikacji. Inna sprawa, że nie próbujemy specjalnie ostrzyć piór na "dzieci do bicia", do których MPK trzeba zaliczyć. Widzimy bowiem obiektywne przyczyny niedomagań (w przypadku transportu pasażerskiego - brak taboru, części zamiennych, kierowców).

   Niepokoi reguła przemilczania krytyki przez jej adresatów, chyba że któryś z nich znajdzie w publikacji jakąś - przeważnie mało istotną - nieścisłość. Wówczas atakuje redakcję, omijając wszakże sedno sprawy.

   Często reakcją na krytykę jest obrażanie się na dziennikarza. Np. gdy napisze on, że pierwszym dziełem Zakładu Rewaloryzacji Starego Miasta są garaże. Skrytykowany nie szuka winnego budowlanego nonsensu u siebie, lecz w redakcji. A przecież autor notatki stwierdził tylko oczywisty fakt, którego nie wymyślił”.

   Itp., itd.
 
03.2008