Z nauczycieli w szkole zawodowej przy wrocławskiej gazowni najbardziej
zapamiętałem polonistkę. Miałem z nią kłopot, bo nie pisałem klasówek według
jedynego słusznego dogmatu. Czepiała się, że moje wypracowania nie zawsze mają
wstęp, rozwinięcie i zakończenie zgodne z belferską normą. Dawała do
zrozumienia, że dobre oceny daje mi z łaski. Bóg zapłać - kwitowałem w myślach.
02.2008